czwartek, 7 maja 2009

Cześć. Piszę tak na szybko bo właśnie zakończyłem pracę a czeka mnie coś arcypilnego… W pracy mogło być lepiej ale narzekać nie mogę… no może tylko na kogoś z współpracowników który wykorzystał moje niedopatrzenie i podkradł moje przetargi. Trudno… raz na wozie raz pod wozem. W domu wszystko dobrze i tylko brak czasu na relaks przy tej przeprowadzce. Szczęście że ta pogoda kuleje w ostatnich dniach. Muszę wreszcie zebrać się na mały rekonesans po okolicach. Szkoda tylko iż tak naprawdę brak konkretnego celu tych wycieczek. Nie znam tu jeszcze nikogo z kim można by pospacerować. Zmykam za chwilkę na obiadek. Do zobaczyska jutro.paaaa aaaa właśnie dowiedziałem się że wyskoczymy na zakupy.

poniedziałek, 4 maja 2009

WARSZAWA

Do Warszawy dojechaliśmy po zmierzchu.Jechaliśmy do nowego domku rozpakować rzeczy. Kiedy to nastąpiło pojechaliśmy dostarczyć pewną przemiłą przesyłkę na miejsce ;) oraz obejrzeć centrum miasta jadąc jego ulicami. Na parking pod naszym blokiem dotarliśmy po 23ej.Już na pierwszego spojrzenia zauważyłem na tym osiedlu dbałość o brak barier architektonicznych. Nawet najmniejszy schodek posiada łagodny podjazd i przynajmniej w zasięgu moich oczu nie widziałem miejsca do jakiego nie mógłbym dotrzeć wózkiem- to chyba największy plus dużego miasta. W nowo budowanych mieszkaniach także widać zmiany. Szerokie drzwi brak progów i przestronne pomieszczenia. W tej chwili tylko pakunki z przeprowadzki przeszkadzały poruszać się swobodnie. Niemal do trzeciej nad ranem jeszcze siedzieliśmy i rozmawialiśmy o różnych sprawach…
Niedziela podwójne święto- nie mieliśmy czasu na odpoczynek… ale było kilka miłych chwil dla nas obojga :) Kiedy zmienia się tyle w pozytywnym znaczeniu wiele rzeczy znów staje się pierwszymi. Pierwszy wspólny poranek, posiłek itp—pierwszy na wspólnym mieszkaniu. Kończąc już powiem tak- nie wiem czy poczuję się kiedyś warszawiakiem ale mam nadzieje że miasto to będzie dla mnie-nas szczęśliwe.

WYJAZD

Noc przed odjazdem miałem raczej krótką. Przyśniła mi się mama… ze snu zapamiętałem że zakryła dłońmi oboje oczu. Nie mówiłem o tym nikomu by nie doszukiwali się z niego jakichś ukrytych znaczeń. Fakt że sam byłem zaskoczony tym snem i jeszcze w nocy trochę o nim myślałem… Raczej nie jestem z tych co dopatrują się w snach czegokolwiek poza fantazją obrazów uśpionego umysłu ale od soboty zmienię zdanie…
Ze skarżyska wyjechaliśmy tuż przed dziewiętnastą i nawet jakaś obca kobieta stojąca na przystanku żegnała nas mocno machając ręką… - Chyba macha na stopa -stwierdziliśmy zgodnie. Jednak po ujechaniu może pięciu kilometrów zaczęliśmy zastanawiać się dlaczego kierowcy jadący z naprzeciwka pozdrawiają nas mrugnięciem długich świateł. Coś było u nas nie tak… Monia stanęła na poboczy by spojrzeć na przód samochodu. Okazało się że z jakiegoś powodu obydwa deflektory przestały sobie świecić. Szybką decyzją zawróciliśmy do Henia Moni kuzyna i mechanika samochodowego. Już nie raz pomógł nam rozwiązać tego typu problemy od ręki i tym razem mimo długiego weekendu nie zostawił nas bez pomocy. Szybko zdiagnozował przyczynę awarii- przepaliły się obydwie żarówki świateł mijania. Kurcze jedna byłaby normalna ale dwie na raz? Trzeba mieć farta no nie? W jednej chwili te obydwa reflektory skojarzyłem ze snem w którym mama zasłaniała oczy dłońmi hmm przypadek? Być może ale nie wydaje mi się.
Awaria była usunięta błyskawicznie i w dalszej drodze nie wydarzyły się już żadne nieprzyjemne niespodzianki. Przywitał nas znak powitalny Warszawy

CHLEWISKA

Cześć.Minął długi weekend w którym sporo się wydarzyło… Zaczynając od początku- piątek był dniem organizacyjno rozrywkowym. Dostarczyliśmy fotel i elektryka do muzeum w Chlewiskach gdzie oczywiście nie mają służyć jako eksponaty. Docelowo zostały tam aby poczekać na transport do naszego nowego domku (dziękuję Marzenko za załatwienie tej sprawy :*) Do tej małej wycieczki dopisał nam się w ostatniej chwili tata więc pobyt przedłużył się znacznie. Tata oprowadził nas w Chlewiskach po miejscowej nekropolii gdzie pochowani są jego dziadkowie. Zajechaliśmy też na mały ale dosyć urokliwy szydłowiecki rynek gdzie skosztowaliśmy pysznego loda. Nie mogę nie wspomnień też o jednym miejscu które odwiedziliśmy… miejsce w którym zakończyło się moje pełnosprawne życie… Nigdy nie miałem chęci tu wracać ale nie było tak strasznie jak spodziewałem się widząc to miejsce… Monia wrzuciła grosik do wody i prosiła w cichej modlitwie by zostało mi zwrócone to co straciłem w tym miejscu wiele lat temu. Chciałbym aby tak się stało ehhh…
Wracając do skarżyska odwiedziłem grób mamy gdzie z kolei ja poprosiłem o opiekę i choć trudno w to uwierzyć długo nie musiałem czekać na jakiś znak ( ale o tym później). Wróciliśmy do domu na obiad i ruszyliśmy w dalszą drogę. Razem z Moni mamą odwiedziliśmy grób jej dziadka. Właściwie to było tyle zaplanowanych spraw na ten dzień ale że była majówka to zdecydowaliśmy się jeszcze na kiełbaskę z grilla. Tak też się stało i choć był to najkrótszy grill w życiu było miło spędzić więcej czasu w towarzystwie teściowej ( super kobieta z fajnym humorem i podejściem do życia) Zdążyliśmy tylko zjeść kiełbaskę i ewakuowaliśmy się do domu bo niektórym z nas było chłodno przy wietrznej pogodzie. W mieszkaniu już popijając ciepłą herbatkę oddaliśmy się wesołej pogawędce o starych czasach.
Sobota od rana miała przebiegać w gorączce wyjazdowego pakowania. Poszło sprawnie i w okolicach godziny szesnastej byliśmy gotowi do odjazdu. Poszło mi to łatwiej bo w domu została Kasia oraz wujek Krzyś z Agą i Patką- przynajmniej na tą pierwszą chwilę tata nie został się sam w domu. Mam wielką nadzieję że odnajdzie się szybko i mimo wszystko polubi nową rzeczywistość w której już nie ja będę punktem wokół którego wszystko się działo.
Ruszyliśmy w drogę żegnając się jeszcze z kilkoma bliskimi osobami. Tak się złożyło iż spotykaliśmy wszystkich jakby na zamówienie. O dalszych wydarzeniach opowiem w następnym poście więc zapraszam zainteresowanych do odwiedzin strony :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2009

święta

Cześć. Zleciała już połowa suchego lanego poniedziałku w naszym wydaniu zatem święta zbliżają się do końca. Mam jakieś mieszane myśli do tych świąt. Moje przeziębienie znów nasiliło się chwilowo Monie złapały inne na szczęście niegroźne dolegliwości no i ta wiadomość z rana… Kamień Pomorski i 22 ofiary. Dobrze zmieniam temat bo i tak w mediach jest to wątek przewodni.
Dziś czuję się lepiej i o dziwo pomogła mi odrobina wody ognistej hi hi chyba zdezynfekowałem się nią od środka. Oby ta poprawa była już stała bo od tygodnia moja forma faluje jak statystyka na giełdzie przy czym raczej utrzymuje się tendencja spadkowa. Właśnie dzwoniła Monia będąca właśnie w odwiedzinach u rodziców… jest propozycja spaceru hmm duszno na dworku nie jest. No nic zobaczymy.Papa zmykam już bo i tak ten post jest ponadplanowy.

piątek, 10 kwietnia 2009

święta

Witam wszystkich. Ponieważ święta wielkanocne już o krok i w każdym domu pewnie przygotowania to nie będę zajmował Wam czasu moją pisaniną. Chciałbym jednak właśnie na blogu Wam wszystkim ode mnie i Moni życzyć z tej okazji wszystkiego najlepszego. Spędźcie je wesoło rodzinnie i zdrowo. Pozdrawiamy i do zobaczenia po świętach.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

rejów

Cześć. Odpocząłem troszkę od netu… sobota była piękna :) Przygrzewające słońce i zero wiatru mmm Wyskoczyliśmy z Monią na spacerek po obiedzie. Poszliśmy na Rejów gdzie co rusz natykaliśmy się na znajomych. Pogawędka z Basię i Wiolą, chwilka żartów z tylsonem oraz Pawłem potem jeszcze jedni znajomi i dopiero zostaliśmy sami. Z nad wody wracaliśmy już po zmierzchu. Pod koniec było troszkę chłodnawo i zgubiłem małą część elektryka ale trudno. W niedzielę chcieliśmy ją znaleźć ale chyba komuś się przydała : )Nie było już takiej pogody ani zbyt wiele czasu mimo to posiedzieliśmy i tym razem tam na ławeczce. Przypadkiem spotkaliśmy ciocię Basię i wuja Sławka którzy tak jak my spacerowali troszkę. Weekend zleciał niemal całkiem fajnie… poza jednym tematem… ale to już historyjka nie na post.
Zbyt dużo nie pojeździliśmy bo akumulatory w elektryku po zimowym przestoju słabo trzymały hmm obu nie okazało się że ich żywot dobiega końca. Cena takich baterii niestety nie jest mała no ale cóż… koszt wszelkich asortymentów dla niepełnosprawnych do tanich nie należy. Dziś już w pracy i nie powiem że nie patrzę za okno z tęsknotą. Niestety raczej nie wyjdę bo elektryk rozładowany a i czas na wyjście po piętnastej jeszcze ograniczony. Pozdrawiam i życzę miłego dnia pa pa