wtorek, 18 sierpnia 2009

Pogoda pięknie dopisywała sprzyjając zrobieniu naszych ślubnych fotek (jestem pewny że Monia i świadkowie wyjdą na nich świetnie… co do mnie to… mam pewne obawy). Dojeżdżając na miejsce co rusz mijaliśmy młode pary które już były po lub czekały na swoją kolej zaślubin. Zerknąłem na kilka młodych pań które mignęły nam w biegu i przyznam że moja dama była najładniejsza!! Zostało niewiele czasu na sesję więc uwijaliśmy się jak w ukropie aby wysiąść i przystroić w ostatniej chwili samochód. Potem rozpoczęliśmy wyścig z czasem aby zrobić możliwie jak najwięcej zdjęć. Czarek nasz fotograf znał już tereny pałacu więc prowadził nas po sprawdzonych już miejscach. Niestety nawet w takich chwilach znajdzie się ktoś mniej wyrozumiały… z jednego miejsca przegoniła nas jedna z pracownic gdyż jak stwierdziła było ono ich palarnią. No cóż… i tak było tam jeszcze wiele pięknych miejsc gdzie mogliśmy uwieczniać te chwile. Atmosfera była raczej wesoła a sam celowo starałem się nie myśleć jak doniosła chwila czeka nas za parę minut. Martynka pomagała Moni ustawiać się do zdjęć co zresztą czynił i honey dla mnie lecz z dużo większym wysiłkiem… Zostało jeszcze 10 minut do naszego ślubu więc udaliśmy się pod kościół gdzie czekaliśmy na starszych którzy w tym momencie przeszli dokonać ostatnich formalności w kancelarii. To była chyba ostatnia spokojna chwila tego dnia…

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

W niedalekiej przeszłości nie wyobrażałem sobie siebie w tej roli!! Dziś mogę powiedzieć że luuubię swój nowy stan- stan małżeński. Kawalerski pożegnałem bez żalu co dawniej wydawało mi się niezwykle trudne do zaakceptowania. Chciałbym ominąć jedno słowo które jak sądzę dla wielu jest banałem a gro osób zapewne pomyśli- zaczekaj kilka lat to zobaczymy co powiesz. Nikt z nas nie zna przyszłości to fakt. Czy przyjażń, zaufanie chęć dania drugiej osobie bezinteresownie szczęścia i to coś co trudno ująć słowem możemy jednak nazwać miłością. Właśnie to uczucie Monikę i mnie poprowadziło 08.08.2009 do ołtarza. Jedyne obawy jakie miałem myśląc o tym dniu to te aby ceremonia wypadła dobrze. Trudno ocenić mi czy tak właśnie było bo nie widziałem wszystkiego z perspektywy obserwatora a jako główni uczestnicy musimy polegać na opinii gości.
Kiedy zaczynaliśmy załatwiać sprawy ślubu uspokajałem myśli że jeszcze dużo czasu lecz jak wiadomo topnieje on w takich chwilach bardzo szybko. Spodziewałem się że wpadnę w duże nerwy gdy obudzę się 08 sierpnia. Nie stało się tak jednak… nooo może poza jednym momentem gdy nerwy puściły na chwilkę gdy nastąpiły pewne opóźnienia w przygotowaniach. Tuż po 10ej gdy ja byłem jeszcze w „proszku” a Monia spóźniała się od fryzjera zaczęli do domu wchodzić różni ludzie- fotograf, wizażystka, przyszła teściowa, świadkowie. Atmosfera zaczynała robić się nerwowa a mnie ogarnęło jakieś odrętwienie psychiczne którym chyba chciałem odciąć się od stresu. Monika wpadła do domu i praktycznie z biegu usiadła pod pędzel wizażystki. Telefony urywały się co chwila a zamieszanie rosło z minuty na minutę. Właśnie z niego skorzystał nasz kot i dał niepostrzeżenie nogę na dwór. Ten zwierzak w domu czuje się dobrze ale do wolności nie jest zwyczajny więc wystraszyliśmy się iż rozjedzie go coś na ulicy. Nie opisując już w szczegółach osiedlowej obławy powiem tylko że kociak wrócił do domu schwytany przez tatę.
W domu zająłem miejsce gdzie mogłem swobodnie komunikować się ze wszystkimi wzrokowo i werbalnie i właściwie dopiero w chwili gdy nasi świadkowie zaczęli nas przygotowywać straciłem Monię z pola widzenia.
Przyznam że z dużą niecierpliwością czekałem na moment gdy zobaczę Monię już ubraną w ślubną biel… Wreszcie nastąpiła ta chwila i powiem szczerze!! Wyglądała ślicznie hmm chyba dopiero w takiej chwili facet zaczyna rozumieć dlaczego dziewczyny przywiązują tyle uwagi do tylu szczegółów. Szkoda że nie było czasu bo chętnie przedłużyłbym tą chwilę i podziwiałbym sobie moją narzeczoną. Byliśmy gotowi do wyjścia z domu. Troszkę dziwnie czułem się jako druga osoba na którą w tej chwili zwracali wszyscy uwagę. Postanowiłem jednak że nie będę myślał o tych wszystkich oczach zwróconych na nas i myślach o parze bądź co bądź trochę innej niż większość- wiecie o czym mówię. Wsiedliśmy do samochodu…
Cieszę się że w tym momencie byli przy nas właśnie Martyna i honey bo przynajmniej humor nam dopisywał. Jechaliśmy na małą sesję zdjęciową do ogrodów w pałacu w Wilanowie….

środa, 5 sierpnia 2009

Cześć. Dziś ostatni dzień pracy przed ślubem i urlopem. Mam trochę dość… odpoczynku chwilowo nie widać ale może przynajmniej będzie trochę więcej czasu. Dziękuję wszystkim za życzenia i miłe komentarze i przepraszam że chwilowo nie mogę odezwać do wszystkich z osobna. Mam mętlik w głowie i zaczyna łapać mnie jakieś rozdrażnienie. Zawsze tak jest gdy w ważnych chwilach nie mogę zaplanować sobie czegoś ze względną jasnością.
Trzymajcie kciuki do niedzieli by wszystko potoczyło się dobrze.papa

wtorek, 4 sierpnia 2009

Witam. Ostatnie tygodnie biegną jakimś zwariowanym pędem. Poza moim krótkim urlopem wciąż mam wrażenie jakby brakowało chwili czasu na zwykłe złapanie oddechu. Wciąż jest coś do zrobienia lub w pilnym planie więc trudno uspokoić myśli. Marzy nam się kilka dni bez pośpiechu tylko dla siebie. Może po ślubie uda się spędzić kilka dni na lenistwie choć mówię to raczej w ramach życzenia niż wiary że tak się stanie.
W ubiegły piątek ruszyliśmy do skarlaniu i kiedy tylko tam dotarliśmy wpadliśmy pod rękę Emilki naszej zaprzyjaźnionej fryzjerki- zeszło z tym ponad trzy godziny. Sobota małe przeróbki mojego ślubnego stroju, zamówienie kwiatów, drobne zakupy i przygotowanie jedzonka na grill. Sam wieczór był już milszy ale do łóżka nie położyliśmy się zbyt wcześnie. Niedziela wiadomo… przygotowania do wyjazdu odebranie samochodu z naprawy i rozwiezienie zaproszeń. Do domu wróciliśmy naprawdę późno. Wytrzymam… ale zaczyna być mi szkoda Moni bo właśnie na jej głowie jest najwięcej i to na niej najwięcej odbija się zmęczenie.
Jeszcze trzy dni do ślubu hmm dawniej myślałem że bardzo trudno podjąć decyzję o zawarciu małżeństwa. Sądziłem iż sama świadomość że już do końca życia zostaje się z jedną osobą troszkę mnie ( nie chcę napisać przerażała ale …) zmuszała do głębokiego zastanowienie nad tą decyzją. Jednak gdy zaczęliśmy planować z Monią wspólne życie wszystko było takie naturalne… jakby wszystko właśnie do tego zdążało. Czy nie żałuję? Czy nie boję się przyszłości?- Na pierwsze pytanie powiem z całą pewnością NIE natomiast drugie przeciwnie. Nie znaczy to że boję się być z Monią a raczej tego by dopisywało nam szczęście i aby między nami było zawsze tak jak teraz. Nie jestem naiwny… wiem że życie bywa trudne a czasem z największej słodyczy wycisnąć gorycz. Wierzę jednak że nie oszukujemy się w naszych oczekiwaniach od życia siebie i nie mamy wygórowanych żądań. Czasem tylko myślę o pewnym powiedzeniu „ mężczyzna chciałby by kobieta była zawsze taka sama jak w chwili gdy się ją poznało zaś kobieta zawsze próbuje zmienić swojego faceta” . Nie chcę się zmieniać i być „modelowanym” na jakiś oczekiwany kształt- chcę być sobą a ewentualne zmiany niech będą świadomą decyzją lub sprawiedliwym kompromisem.
Troszkę rozpisałem się soooory już kończę. Do jutra paaa.

poniedziałek, 3 sierpnia 2009

Cześć. No tak… faktycznie już tydzień nie napisałem na blogu słowa. Jak trafnie ktoś ujął poprzedni wpis jakby znów jest aktualny. Wybaczcie tą przerwę ale mam dobre usprawiedliwienie. Otóż w sobotę biorę ślub z Monią. Pewnie rozumiecie teraz ile trzeba było załatwić spraw w ostatnich tygodniach.
Jeszcze wczoraj byliśmy w Skarżysku i połączyliśmy sprawy organizacyjne z przyjemnościami. Urządziliśmy spotkanie rodziców i świadków przy smacznym grillu. Było wesoło…
Dziś jestem już w pracy i po urlopie było więcej dl zrobienia niestety.W tej chwili kończę ale jutro mam nadzieje będzie ciut więcej czasu na szczegóły. A wszystkim pytającym odpowiadam- nie stresuje się ślubem, czego mam się bać?- żartuję… chyba stres dopiero zaczyna się objawiać.
Życzliwych nam zapraszamy by nam towarzyszyli gdy będziemy mówić TAK. 08.08.2009 WILANÓW

piątek, 24 lipca 2009

Dostatni świat ludzi tylko pięknych zdrowych i radosnych- utopia. Sami wiemy że to nierealny sen a życie jest na wskroś inne.
Większość zapytanych czy są tolerancyjni odpowiedzą TAK ale myślę że często jest to tylko przeświadczenie które łatwo obalić. Wczoraj oglądałem w necie reportaż w którym matka niepełnosprawnej dziewczyny opowiada jak to została wyproszona z lokalu bo wózek i osoba na nim przeszkadza klientom. Hmm co im obiad przestaje smakować na jej widok? Przeszkadza bawić się beztrosko? Czasem zastanawiam się co myślą np. o mnie niektórzy. Założyłbym się że niektórym przychodzi myśl- Dobrze że to nie tyczy się mnie. Dziś nie ale jutro może więc chyba warto mieć to na uwadze w traktowaniu ludzi doświadczonych losem. Teraz powiem jeszcze że jak mogę jeszcze usprawiedliwić jednostki to już braku tolerancji ludzi ustanawiających prawo i przepisy absolutnie NIE!!! Wryło mnie wczoraj gdy usłyszałem iż w niektórych miastach Polskiego państwa zabrania się korzystania z autobusów poruszającym się na wózkach elektrycznych. Po prostu według uchwały nie zezwala na to regulamin a więc kierowcy odmawiają przewozu. Paranoja!! A mówi się o likwidowaniu barier He He He śmieszne a właściwie warte gorzkich łez. Osobiście poza sąsiedzkim „niezrozumieniem” nie doświadczyłem jeszcze takich historii i mam nadzieje że nigdy to nie nastąpi.

środa, 15 lipca 2009

urlop

Chciałbym już kilku dni urlopu… tylko czy kiedy będę go miał wykorzystam tak jak należy na odpoczynek? Zawsze czekam na dni wolne a kiedy już przyjdą spędzam je na robieniu czegoś względem pracy. Głupie.
Dobra koniec o sobie bo ktoś pomyśli że zapatrzyłem się w lustro hmm choć czemu w nie nie spojrzeć?... może okazałoby się że jest trochę krzywe i można by uśmiechnąć się troszkę widząc odbicie… ehhh ileż łatwiej byłoby gdyby...