wtorek, 22 listopada 2011

Smarkam, kicham, prycham

Smarkam, kicham, prycham już sam nie wiem... zdycham?
Przymusowy przestój w ćwiczeniach i chyba to mnie najbardziej wkurza. Kiedy już się rozpędowe to zawsze coś wyskoczy.
Wczoraj przed wizytą u lekarza miałem miłą niespodziankę :) Sąsiad poprosił o moją ulotkę dotyczącą 1% Troszkę wcześnie ale to dobry znak, że moje starania może nie są tak niezauważalne. Ktoś pamięta o akcji która jest naprawdę dla mnie ważna :)Pozdrawiamy miłego Pana którego imienia nie znamy.

poniedziałek, 21 listopada 2011

...twardy ze mnie człowiek...

Teraz coś od siebie...
Złapało mnie przeziębienie i niestety jest to mój najmniejszy problem. Dzisiejsze popołudnie mocno mnie ostudziło. Staram się tak mocno... stawiam sobie cele... buduję motywacje, pracuję nad sobą jak mało kto i... kurcze oczekuję pozytywnej progresji. Wydaję mi się, ze to nad czym pracuję... na ile to możliwe ją przynosi ale nie wszystko leży w mojej gestii. Życie jest przewrotne... chciałbym żeby moje nie przewracało się już na złą stronę. Spotkałem na swojej drodze kilka osób które stwierdziło, że twardy ze mnie człowiek. Mówili, że oni by nie dali rady z wieloma rzeczami które wydarzyły się w moim życiu... które wciąż się zdarzają. Hmmm nie daliby rady?? Guzik prawda- tak się mówi do czasu gdy samemu staje się w trudnej sytuacji.
"...może nasze życie to inwencja twórcza Boga, który układała puzzle każdego losu wymyślając wzór wedle cząstki, jaką w tej chwili trzyma w dłoni? Czasem malunek jest już czytelny, widać perspektywę dalszej części i właśnie wtedy postanawia zmienić cały obraz. Dobrze, gdy nadal jest to piękny, w pełni harmonijny widok a nie "Picasso", którego pędzel tworzy arcydzieło doskonałego chaosu..."
Ktoś napisał ten jakże aktualny fragmencik. Aż się boję ironii największego artysty który swą przewrotną fantazją sprawdza granice ludzkiej wytrzymałości.

O czym to jest?/

Tekst który przeczytacie poniżej już wiele lat temu wprowadził mnie w dużą zadumę. Bardzo długo myślałem o jego technicznym charakterze. Przeczytałem go w bardzo "popularnej" literaturze i właśnie gdyby nie była to TA literatura nie zrobiłaby na mnie takiego wrażenia. Z tekstu usunąłem kilka bardzo znacznych fragmencików aby zagadka którą chciałbym Wam zadać nie była zbyt łatwa... Czy ktoś z Was zgadnie lub wie z jakiej książki jest ten fragment? Ciekaw jestem czy u Was też wzbudzi to pewną ciekawość i zastanowienie.

"W trzydziestym roku, w czwartym miesiącu, piątego dnia tego
miesiąca, gdy byłem wśród wygnańców nad rzeką Kebar, ot-
worzyły się niebiosa [...] I spojrzałem, a oto gwałtowny wiatr
powiał z północy i pojawił się wielki obłok, płomienny ogień
i blask dokoła niego, a zjego środka spośród ognia lśniło cośjakby
błysk polerowanego kruszcu. A pośród niego było coś w kształcie
czterech żywych istot. A z wyglądu były podobne do człowieka.
Lecz każda z nicla miała cztery twarze i każda cztery skrzydła. Ich
nogi były proste, a stopa ich nóg była jak kopyto cielęcia i lśniły jak
polerowany brąz. [...] A pośrodku między żywymi istotami było
coś jakby węgle rozżarzone w ogniu, z wyglądu jakby pochodnie;
poruszało się to pomiędzy żywymi istotami. Ogień wydawał blask,
a z ognia strzelały błyskawice. [...]
A gdy spojrzałem na żywe istoty, oto na ziemi obok każdej ze
wszystkich czterech żywych istot było koło. A wygląd kół i ich
wykonanie były jak chryzolit i wszystkie cztery miały jednakowy
kształt; tak wyglądały i tak były wykonane, jakby jedno koło było
w drugim. Gdy jechały, posuwały się w czterech kierunkach,
a jadąc nie obracały się.
I widziałem, że wszystkie cztery miały obręcze, wysokie i stra-
szliwe, i Ibyły dokoła pełne oczu. A gdy żywe istoty posuwały się
naprzód, wtedy i koła posuwały się obok nich, a gdy żywe istoty
wznosiły się ponad ziemię, wznosiły się i koła. [...] A gdy posuwały
się, słyszałem szum ich skrzydeł jak szum wielkich wód, jak głos
Wszechmocnego, jak hałas tłumu, jak wrzawa wojska; a gdy
stanęły, opuściły swoje skrzydła. [...] A nad sklepieniem, nad ich
głowami, było coś z wyglądu jakby kamień szafirowy w kształcie
tronu; a nad tym, ca wyglądało na tron, u góry nad nim było coś
z wyglądu podobnego do człowieka.
Potem duch podniósł mnie; i słyszałem za sobą potężny łoskot,
gdy chwała Pana podniosła się ze swojego miejsca. A był to szum
skrzydeł żywych istot, gdy się nawzajem dotykały, oraz turkot kół
tuż przy nich, potężny łoskot. )
I spojrzałem, a oto obok cherubów były cztery koła, po jednym
kole obok każdego cheruba; a koła wyglądały jak blask chryzolitu.
A z wyglądu wszystkie cztery miały jednakowy kształt, tak jak
gdyby jedno koło było wewnątrz drugiego. Gdy się posuwały, to
posuwały się na wszystkie cztery strony, nie obracając się. W tym
kierunku, w którym zwrócone były przednie, posuwały się za nim,
nie obracając się, gdy się posuwały. A całe ich ciało, więc ich
grzbiet, ich ręce i skrzydła oraz koła były u wszystkich czterech
zewsząd pełne oczu [...] A gdy cheruby się posuwały, posuwały się
koła obok nich, a gdy cheruby podnosiły skrzydła, aby się wzbić
od ziemi, wtedy koła nie odsuwały się od ich boku. Gdy tamte
stanęły, stanęły i te; a gdy tamte się podnosiły, podnosiły się z nimi
i te [...]"


Co o tym myślicie?

niedziela, 20 listopada 2011

oblicza radości

Oblicza radości.
Znam dwie bliskie mi osoby, które potrafią się fajnie cieszyć. Jedną z nich jest mój tata a drugą Monia, przy czym drugiej wymienionej osoby nie pobije chyba nikt. Zazdroszczę im, bo akurat ja w swej radości jestem bardzo powściągliwy. Oczywiście nie jest mi trudno sprawić niespodzianki, lecz moje zadowolenie zawsze ewoluuje rozciągnięte w czasie. Moni radość… jest taka urocza… jak u małej dziewczynki. Po prostu eksplozja szczęścia, podskoki pisk. Baaaaardzo lubię na no patrzeć i sprawiać te wybuchy. Gdyby przyniósł listonosz nieoczekiwaną paczkę a ja nie miałbym czasu stałaby nieotwarta aż wyrobiłbym się ze wszystkim. Monia… rzuciłaby na chwilę wszystko a opakowanie fruwałoby w strzępach dokoła aż dotarłaby do jej wnętrza. Tak na zakończenie powiem, że chyba równie miłym jest obdarzanie jak być obdarowywanym tymi radościami. Widzieć czyjeś szczęście… bezcenne :)

Wszystkim obserwatorom wielkie DZIĘKI

Wszystkim obserwatorom wielkie DZIĘKI za swą uwagę i odwiedziny bloga. Mam nadzieje, iż będzie Was z czasem tylko przybywać :)
Mija właśnie weekend. Dla nas niezwykle spokojny i raczej leniwy. To jest chyba jedyny plus tej pory roku- bez żalu, że budzimy się w południe i straciliśmy połowę dnia na spanie. Ja dziś wstałem blisko osiemnastej lecz nim to się stało oczywiście wykonałem plan ćwiczeń. Potem szybki obiad i na parking trenować jazdę ręcznym wózkiem. Marnie mi szło :( niestety... może to wynik zmęczenia ćwiczeniami ? Hmmm muszę znaleźć więcej czasu na jazdę.
Coś mi się zdaje, że kontynuuję Moni sztafetę... Ona już kończy a ja złapałem pałeczkę i zaczynam walkę z własnym organizmem. Uściślając chyba zaczyna mnie łapać przeziębienie podłapane od Miśki. Coś jakby drapie moje gardło...

wtorek, 15 listopada 2011

Za mną wyjątkowo udane popołudnie...

Za mną wyjątkowo udane popołudnie... padam na pysk. Po wczorajszym parapodium wiedziałem, że przemieszczanie na nim jest mocno wysiłkowe ale po dzisiejszym... Pierwsze dziesięć minut skróciło mój oddech do szaleńczego sapania, drugie wywaliło jęzor prawie do pasa. Kiedy minęło pięćdziesiąt minut przemieszczania się nie miałem już siły dyszeć a zęby trzymałem zaciśnięte bojąc się aby język nie zaczął się tarzać po podłodze. Pięćdziesiąt minut zajęło mi przejście spod okna do lodówki robiąc przy tym dwa obroty wokół swojej osi.Wyczyn :) do bardzo spektakularnych nie należy ale..Bardzo mi się podobało więc zaraz po parapodium założyłem ciężarki na łapki i wycisnąłem cały zaplanowany na dziś trening. Jestem z siebie naprawdę zadowolony a właściwie z tego, że dałem sobie uczciwie w kość. Monia oczywiście pochwaliła się gdzie mogła o moim "chodzeniu" i nawet na skypie musiałem paradować przez ocean w monitorze Iwonki oraz Patryka w NY . Pewnie moje wysiłki na kamerce nie wyglądają zbyt atrakcyjnie ale cóż... w takim stanie niewiele czynności jest pięknym spektaklem. Dziś nawet "zatańczyłem" z Monią do fajnej muzyczki lecz tylko zamknięte oczy i duża wyobraźnia pozwalała na sekundy zapomnieć o urządzeniu utrzymującym mnie na nogach. Cieszę się jednak, że dotrzymuję słowa danemu sobie i ćwiczę tak dużo jak tylko czasu starcza. Daj tylko Boże zdrowia abym mógł dalej pracować nad sobą.

środa, 9 listopada 2011

Szarlotka w wykonaniu mężczyzny:))))

Szarlotka w wykonaniu mężczyzny:))))
1. Z lodówki weź 10 jajek, połóż na stole ocalałe 7, wytrzyj podłogę, następnym razem uważaj!
2. Weź sporą miskę i wbij jajka, rozbijając je o brzeg naczynia.
3. Wytrzyj podłogę, następnym razem bardziej uważaj! W naczyniu mamy 5 żółtek.
4. Weź mikser, wstaw do niego skrzydełka i zacznij ubijać jajka.
5. Wstaw od nowa skrzydełka do miksera, tym razem do oporu. Zacznij ubijać.
6. Umyj twarz, ręce i plecy. W naczyniu zostały 2 żółtka, dokładnie tyle potrzeba na szarlotkę.
7. Oklej ściany i sufit kuchni gazetami, meble pokryj folią, będziemy dodawać mąkę. 8. Nasyp 20 dkg mąki do szklanki, pozostałe 80 dkg zbierz z powrotem do torebki.
9. Sprawdź, czy ściany i sufit są oklejone szczelnie, przystąp do miksowania.
10. Weź szybciutko prysznic!
11. Weź 4 jabłka i ostry nóż. ]
12. Idź do apteki po jodynę, plaster i bandaże. Po powrocie zacznij obierać jabłka. Przemyj jodyną kciuk!
13. Potnij jabłka w kostkę pamiętając, że potrzebujemy 2 jabłka, więc nie wolno zjeść więcej niż połowę! Przemyj jodyną palec wskazujący i środkowy.
14. Jedyne pozostałe jabłko pocięte w kostkę wrzuć do naczynia z ciastem, pozbieraj z podłogi pozostałe kawałki i przemyj woda.
15. Wymieszaj wszystkie składniki w naczyniu mikserem, umyj lodówkę, bo jak zaschnie, to nie domyjesz!
16. Przelej ciasto do foremki, wstaw do piekarnika.
17. Po godzinie, jeśli nie widać żadnych zmian, włącz piekarnik.
18. Po przebudzeniu nie dzwoń po straż pożarną! Otwórz okno i piekarnik! Po tych przeżyciach nie pozostaje nic innego jak pójść do sklepu i kupić coś... gotowego