wtorek, 17 czerwca 2014

Dyplomacja...



Sztuka, której nabywa się wraz z wiekiem. U najmniejszych ziemian jest ona odwrotnie proporcjonalna do szczerości. Czasem jej brak bywa kłopotliwe, ale cóż… takie ich dziecięce prawo :)
- Dlaczego wujek jesteś taki gruby?
Najgorsze, że udzielając odpowiedzi trzeba po takim pytaniu użyć tego, co w myśl pierwszego zdania raczej powinienem już posiadać biorąc pod uwagę wiek. Bez względu na wszystko trzeba cenić to coś, co nazywamy szczerością do bólu przechodzącą potem w wersje light dyplomację. Najgorszą odmianą jest niestety nowy rodzaj świadomości, gdy wchodzi w grę strach przed konferencjami bądź często po prostu wątpliwa korzyść- kłamstwo.
Tej ostatniej opcji nie znoszę a niestety mam z nią do czynienia w ostatnim czasie bardzo często. W wieku dorosłym niestety nadużywane na każdym kroku w stosunku do obcych, bliskich z różnych powodów. Sumienie niestety nie jest wystarczającym strażnikiem dla tego procederu. Pewnie jednak zgodzicie się ze mną, że życie bez kłamstwa jest znacznie łatwiejsze!!!
Zgłaszam postulat by dyplomacja, jako łagodna forma przekazania pewnych informacji zastąpiła "elegancką" stronę nieszczerości i zakłamanie. Zawsze starajmy się postawić, poczuć po stronie oszukiwanej… niefajne no nie???
Niebawem będę mógł kochani napisać o wszystkim, co ostatnio między wierszami w moich postach hmmm ostatnio…
Na koniec mały żarcik :)
Choć czy to nie jest już kombinacja dyplomacji z perswazją? :)

...ale ekstra



Rzadko zdarza mi się spacer wózkiem elektrycznym, na którym jakiś dzieciak nie rzuci hasłem na mój temat, a właściwie mojego wehikułu. Zazwyczaj są to wyrazy zaciekawienia, zachwytu lub ciekawości kierowane do rodziców. Dzieci jak wiemy nie znają kompromisu i są do bólu szczere, więc walą prosto z mostu, co im do głowy przyjdzie. Rodzice praktycznie zawsze starają się dyskretnie powstrzymać dziecię od głośnych wywodów lub zaczekać aż odjadę na tyle abym nie słyszał wyjaśnień. W dziewięćdziesięciu procentach oczywiście słyszę wszystko i przyznam, że w większości mam ochotę zaśmiać się w głos. Wczoraj na przykład miałem takie dwie sytuacje.
- Mamoooo a dlaczego ten pan jedzie na wózku??
- Bo pan ma chore nóżki- odpowiada mama
Dziecięca dociekliwość nienawidzi ogólnikowych odpowiedzi, więc tylko czekałem na ciąg dalszy…
- A dlaczego pan ma chore nóżki?-dociekał chłopczyk
- No wiesz synku… niektórzy mają chore nóżki, niektórzy chore oczka…
- … niektórzy chore główki- dopowiedziałem sobie w myślach
Tego samego dnia mijając na oko 8-9 letnich chłopaków
- Zobacz jaki ekstra wózek- szepnął jeden z nich
- Nooo ale ekstra- odpowiedział drugi
- Aaale bym chciał taki mieć…- powiedział pierwszy
- Oj nie chciałbyś…- pomyślałem sobie
Faktycznie… gdyby to była zabawka to inaczej bym o tym myślał, ale tak… drogie młode ludziki to ja zazdroszczę wam tych zdrowych nóżek.
- Zobacz wózek sam jedzie…
- Ale fajny samochodzik… kupisz mi taki tato?
Zawsze mnie rozśmieszają zaciekawione latorośle, a jeszcze bardziej gimnastyka rodziców jak to wytłumaczyć w przystępny sposób. :)

niedziela, 8 czerwca 2014

Zdrowotne zawirowania

Sobota z SORem w tle... do udanych nie zaliczę W szpitalu do pierwszej, potem rajd po nocnych aptekach w poszukiwaniu leku, którego oczywiście nie znaleźliśmy nigdzie. Szczęście, że miałem w domu na przysłowiowy wszelki z tej samej grupy. Położyliśmy się o czwartej rano. O strachu nie wspomnę, a było podbramkowo. Najgorsze, że nic nie zapowiadało kryzysu, ale cóż ostatnie trzy lata oraz długotrwały stres najwidoczniej nie pozostały bez echa.
Tak więc przejechałem się karetką, wciągnąłem na koszt firmy flaszę... oczywiście w żyłę, przebadałem się i otrzymałem dziesięciodniową kurację. Nie lubię nie lubię...
Dobrze... szkoda narzekać... dziś jest nowy dzień i będzie o wiele lepszy!! Ma być i już!!

czwartek, 5 czerwca 2014

Zaglądam

Cześć Wam
Ostatnio tak rzadko zaglądam w to miejsce... Już zapominam, że tak bardzo lubię pisać i że sprawia mi dużą frajdę, gdy piszę z humorem. Jeszcze parę zwariowanych tygodni i może się to zmieni… mam przynajmniej taką nadzieję.
Tymczasem od czasu do czasu podglądam wielu z Was na FB i rejestruję w pamięci pewne wydarzenia… ubyło wyjadaczy chleba, ktoś wyszedł z mroku nocy albo wytrzepuje piasek z butów ze współczuciem, że u nas zimno. Wiadomości tego typu jest sporo, więc jakby nie pisać życie nie stoi w miejscu.
Jak będę miał już więcej czasu również wrócę do mojej małej kroniki w świecie zwanym wirtualny. 
Z drugiej strony czy jest on taki wirtualny to do końca się już nie zgodzę skoro i on potrzebuje coś jeść… zżera nasz czas, prąd itd. Zatem jeśli coś wchłania to żyje!! Pozdrawiam Kochani!!

niedziela, 1 czerwca 2014

Eksperyment



Niesamowite!! Oglądaliście kiedyś film pod tytułem „Gra” z Michael Douglasem w roli głównej? Film opowiada o pewnej bardzo realistycznej grze, w którą wciągają niczego niepodejrzewającą „ofiarę”. Wszystko w niej jest zaaranżowane, co do szczegółu.
Dziś oglądałem pewien dokument opowiadający o eksperymencie. Wkręcają faceta wszelkimi metodami tak aby był przekonany, że nastąpił kataklizm i być może godziny jego życia są policzone. Wszystko rejestrują kamery i mikrofony licznej ekipy eksperymentu. Widzimy prawdziwe zachowanie człowieka w ekstremalnych wydarzeniach. Polecam do obejrzenia 2 części

czwartek, 29 maja 2014

JASNE, ŻE DZIELNY!!!



Tak narzekamy na służbę zdrowia a tu proszę… udało mi się dostać do laryngologa od razu. Wiązało się to z wystawieniem skierowania (w ciągu chwili) i założeniem karty.  Dobrze, bo miałem już jechać na pogotowie… zapalenie ucha… boli to trochę… Oczywiście mój stary objaw to… brak objawów, kiedy zbliżam się do gabinetu. Zaraz po spotkaniu z lekarzem kiedy czekałem przed gabinetem na płukanie ból przestał się bać i odezwał się podwójnie.  Niemniej jednak zapalenie zdiagnozowane, ucho opłukane, kropelki zapuszczone i siedzę z tamponami w środku… sączki. Dobrze mamy z naszą przychodnią, a właściwie z personelem medycznym, chyba nas lubią :) Kilka razy uratowało mnie to od mordowania się z nadszarpniętym zdrowiem.
Dziś o dziwo pierwszy raz nie widziałem pod gabinetem kłótni o kolejkę. Pani doktor bardzo miła, sympatyczna pielęgniarka (przywitała mnie „ ooo nasz dzielny pacjent” … hmmm i powiedziała to takim dwuznacznym tonem i uśmiechem… JASNE, ŻE DZIELNY!!- przypominam poniżej, za co dostałem odznaczenie!!) i dziewczyny z recepcji też git. Tylko portfel chudszy o osiem dych.
 I co?? Należał się no nie?? 
W środę wizyta kontrolna... mam nadzieję, że odzyskam ucho :)