czwartek, 14 lutego 2019

Walentynka

Dziewczyny... zawsze i niezależnie od święta uwielbiam Was!❤️❤️❤️❤️❤️

Moja osobista Walentynka sprawia, że miłosna melodia brzmi u nas już od dekady, więc mogę napisać o przyjaźni z Kupidynem Miał dla nas wyjątkowo mocno nasączone miłością strzały.❤️❤️❤️❤️❤️

Przemiłych obchodów Walentynek 😘😘😘😘😘🥰

środa, 6 lutego 2019

Spacerek!!

🙂👍 Czas zmienić akumulatory w leniuchu, czyli wózku elektrycznym, bo mi się smycz skróciła...



wtorek, 5 lutego 2019

Epoka dzieciństwa



Sięgam w pamięci do czasów, gdy beztroska była czymś absolutnie naturalnym. Rodzice wysoko nad głową będący zarówno opoką bezpieczeństwa jak, policjantem zbyt krewkiego charakteru i nieprzemyślanych zabaw.

Pomimo tego była to epoka inna niż w dzisiejszych latach. Rodzice zaprowadzali raz do szkoły w pierwszej klasie, a później z bagażem nakazów i przestróg chodziło się już samemu w niebieskim mundurku z przypinanym białym kołnierzykiem z wielkim tornistrem na plecach i kluczem na szyi.

Samochody na baterie sterowane falą radiową tylko w zagranicznych gazetkach, a w TV „Czterech pancernych i pies”. Zabawek w ogóle było mało za to inwencja twórcza w małych główkach ograniczona tylko pomysłowością. Szpada z patyka i z nakrętki od słoika, chroniąca przed bliźniaczą kopią w ręku kolegi oraz scenki z pod gwiazdy płaszczyka i szpady. Z roli muszkietera przechodziło się błyskawicznie w postać Janka czy innego czołgisty niezniszczalnego Rudego 102. Wystarczyło tylko ową szpadę przerobić na karabin przywiązując sznurek tak, aby mógł wisieć na plecach podczas marszu, kępki trawy wyrywane z ziemią na korzeniach świetnie zastępowały granaty. Tutaj znajdowały też swoją rolę dziewczyny, które od tego momentu nosiły imiona Marusia, Lidka czy Honorata.

Biegaliśmy po lesie godzinami i o dziwo wracając na kolację nikt nie zastawał rodziców rwących włosy z głowy ze zmartwienia o swoje dzieci, teraz już tylko podobne do siebie z powodu kurzu i piachu od stóp do głów. Kąpiel była udręką z powodu podrapanych nóg od krzewów jeżyn i pozdzieranych kolan… szczypało niemiłosiernie… To, co dawniej było największą karą (szlaban na wyjście z domu) dzisiejszym dzieciakom po prostu mówiąc kolokwialnie „zwisa”- mają w nich swój świat… wirtualny świat.

Nie zamieniłbym ani jednego dnia swojego dzieciństwa na ich dzień z laptopem na kolanach. Ehhh upalny dzień, łąka zalana żarem od słońca, dźwięk latających pszczół i miliona koników polnych- piękna zapomniana melodia!! Zimą zaś sanki, mokre kozaczki i spodnie, aż sztywne od śniegu i zamarzającej wilgoci. Dziś patrzę na dzieci odwożone i odbierane samochodem ze szkoły biegające pod blokiem jednak z niewidzialną smyczą wzroku rodzica baczącego na wszystko. Plastikowe śliczne zabawki z atestem zapewniające maksimum bezpieczeństwa… tak… gdzie to się ma do szpady z patyka i pokrywki od słoika, którą trzeba było zardzewiałym gwoździem i kamieniem przebić tak, aby weszła na patyk do samej rękojeści?

Teraz dzieci są bogatsze lepiej ubrane i w większości zaprogramowane przez rodziców właśnie na sukces w dorosłym życiu. Tak, więc zamiast wściekać się na podwórku odbierają wszelkiego rodzaju korepetycje, spełniają ambicje swoich rodzicieli. Czy nie odbiera im się tego szczęścia, którym nas nasze czasy tak szczodrze obdarowały. Tej radości z glutem po pas i obdartymi kolanami- to było dzieciństwo!!

Lata ciut starsze, gdy pierwsze lekcje erotyki odbierało się podglądając zakochane pary z krzaków… pocałują się czy nie? Nie daj Boże pogonią zaciekawionych młodocianych gapiów. Dreszcz emocji, gdy nieśmiało ze wstydem łapało się dziewczynę za rękę, aby przejść się kawałek drogi uskrzydlonym posiadaniem pierwszej dziewczyny… i niewinny cmok pod klatką na pożegnanie. Pamiętacie to kochani?

Ja tak, z uśmiechem na twarzy i tęsknotą!

sobota, 2 lutego 2019

Wewnętrzny spokój




Trudno go osiągnąć, ale nie jest to niemożliwe… sam się dziwię, że piszę to właśnie teraz. Tyle spraw trzeszczy ostatnio w fasadach… tyle rzeczy krzyczy do nas NIE, a ja mam to w wszystko w d… Nawet się zrymowało 😂

Mam nadzieję, że nie jest to jakiś symptom rezygnacji, wolę o tym myśleć jak o skupieniu czy medytacji przed następnym bojem. Kolejna potyczka w turnieju życia… każdy z nas jakiś zawsze prowadzi czy tego chce czy nie. Skruszyć kopię i pozostać nadal w siodle‼️
Gdyby to się nie udało wstać, otrzepać kolana, poprawić koronę i wskoczyć na nie kolejny raz.

W takich chwilach przypomina mi się jeden epizod z młodości, gdy leżałem po urazie kręgosłupa w szpitalu. Spotkałem tam mistrza otrzepywania kolan i poprawiania korony 🙂🙂

Pewnego wieczoru wjechał na oddział ortopedyczny w Skarżysko-Kamienna młody facet. Powodem jego wizyty była ostatnia deska boazerii jaką docinał podczas remontu w swoim mieszkaniu. Pech chciał, że wraz z odcinaną mechaniczną piłą końcówką deski na podłogę spadły również jego cztery palce.😟

Pisząc w skrócie postanowił zebrać cztery „zguby” i udał się na pogotowie. Po interwencji lekarzy pewną ich część (nie wszystkie się nadawały) udało się przytwierdzić ponownie do swojego pierwotnego miejsca.

Pan… nie pamiętam imienia jako jedyny mobilny na sali pomagał mi czasem zwilżyć wodą przełyk, który wysychał zadziwiająco szybko podczas ciągłych gorączek. Sam wtedy miałem sprawną jedynie… twarz 😕
 
Oczywiście często przy tym zamienialiśmy kilka sympatycznych zdań. Podczas naszej pierwszej rozmowy uniósł swoją obandażowaną rękę na wysokość własnych oczu i patrząc się na nią z każdej strony powiedział…
- Kurde… grałem w zespole weselnym na gitarze… hmmm nie złapie już chwytów tyloma palcami – machnął z rezygnacją zdrową ręką i skwitował z niebywałą nonszalancją w głosie – trudno… przerzucę się na klawisze…

To było tak tragiczne, a zarazem komiczne w jego wykonaniu, że jak było nas tam ośmiu leżących, wszyscy zaczęli dławić się śmiechem‼️😂

Wniosek jest taki, że zawsze znajdą się jakieś „klawisze” jeśli tylko będziemy chcieli z nich skorzystać.

Osobiście w dotychczasowym życiu zagrałem na nich już wiele akordów!
 
Miałem po urazie kręgosłupa żyć góra dwa dni, a żyję już 25 lat. Mówili mi, że nie ruszę już nigdy kończynami, a odzyskałem w dużej mierze „grabki” i wiele innych funkcji. Miałem żyć w zapomnieniu, a ożeniłem się szczęśliwie, pracuję i jestem raczej lubiany w towarzysko-sąsiedzko-rodzinnych kręgach. Jestem głodny życia i boję się jedynie tego co mi je kradnie bez mojej woli lub pytania.

Dopóki zdrowie dopisuje, umysł działa, miłość szczodrzy, a przyjaźń istnieje zawsze znajdzie się jakiś „klawisz” … choćby w więzieniu ha ha ha! 🙃😉

Miłego weekendu moi mili❤️❤️❤️

wtorek, 22 stycznia 2019

W połowe pełna


Czasem marzę o tym, żeby odnaleźć u siebie ukryty przycisk, którym można uruchomić restart pamięci podręcznej. Jeden pstryk i zaczyna się dzień z czystą kartą 😃

Dzięki niemu miałbym same miłe dni i niezakłóconą prozą dnia codziennego ciekawość życia. Moja szklanka zawsze byłaby w połowie pełna‼️‼️

Optymizm dodaje sił i ogranicza stres, a tym samym dba o dobry stan psychicznego i fizycznego zdrowia. Posiadamy tylko jedno życie, a do tego zbyt krótkie by obarczać je nadmiernie stosem zmartwień. Jest tyle pięknych rzeczy, które przez nie omijamy lub niepotrzebnie tracimy. 

Często powtarzamy sobie, że najważniejsze jest zdrowie i natychmiast po wypowiedzeniu tej mądrości zapominamy o tym. Zapomnimy, bo wymusza to ogromny pęd życia jaki nadaje cywilizacja. Zamiast skupiać się na prawdziwych potrzebach to gonimy za wszystkim co zjada nasz czas bezpowrotnie.

Mam tego pełną świadomość, a jednak jak ten chomik wskakuję do kołowrotka i kręcę się w nim dzień po dniu. Wy też tak macie i jestem pewien, że gdyby zadano Wam pytanie, dlaczego to robicie padłaby odpędź „Tak w większości to nie wiem… Bo tak już jest, tak trzeba? Nie ma innego wyjścia?”.

W myśl tego ubieramy się w rytuały, które w dużej mierze są zbędne. Prawda jest taka, że wiele z nich to tylko dotrzymywanie ogólnie przyjętego i pozornego porządku rzeczy. Szkoła, praca, dom, rodzina… i tak od pokoleń gonimy w piętkę by nadążyć za innymi. To oczywiście tylko etapy odpowiedzialnego życia, które uzupełniamy całym bagażem dodatkowych zadań. Gdy już wszystko przegonimy to sił wystarcza tylko na wyciągnięcie zmęczonego ciała wśród ciężko zdobytych rzeczy.

Przy tym wszystkim zaczynamy zapominać o sobie i prawdziwej istocie „plemiennego” życia. Miło jest spędzać czas z ludźmi, a nie z przedmiotami… tak mi się przynajmniej wydaje??

Z ubiegłego roku najmilsze wspomnienia dotyczą osób, z którymi szczęśliwie spędziłem czas. Moim ukrytym w pamięci skarbem są uśmiechy dzieci jakie mogliśmy wywołać podczas wolontariatu.❤️

Rodzina, spotkania z przyjaciółmi czy choćby z miłymi sąsiadami przed blokiem. Bliskość i uczucie jakim darzymy się z Moniką, zdrowie by móc się cieszyć każdym kolejnym dniem… wszystko inne to mniej znacząca otoczka materialnej konieczności.

Kiedy sobie to wszystko uzmysławiam robi mi się lżej na sercu.

Luksus jakim chciałbym się najbardziej cieszyć to spokojny byt. Pokój, szacunek i obopólna życzliwość, która pozwala kochać bliźniego swego, dar tworzenia i podziwianie tego co ktoś stworzył swoim talentem, możliwość zobaczenia kilku pięknych miejsc na naszym podzielonym granicami globie ziemskim. Szybko uczyć się na błędach, doceniać i być docenianym za trud i zaangażowanie… uczciwość?

Tylko tyle i aż tyle…, dla większości z nas wystarczająco wiele.

Tego Wam i nam właśnie życzę‼️

czwartek, 10 stycznia 2019

Rozlicz się sercem - 1% dla Tomka


💓Drodzy przyjaciele, znajomi i przygodni czytelnicy mojego bloga💓


To od Was zależy, do kogo trafi Wasz 1% podatku - będzie mi bardzo miło, jeśli swą pomoc przekażecie właśnie mnie. Wszystkich przyjaciół, znajomych oraz osoby, które chciałyby mi pomóc bardzo proszę o rekomendację.

Uraz kręgosłupa szyjnego wiąże się z ciągłą walką o poprawę samodzielności i utrzymaniu zdrowia. Zebrane pieniądze przeznaczam na leki, rehabilitację, zakup sprzętu i jego naprawy.

WZÓR

Rozliczanie PIT potrwa do trzydziestego kwietnia, dlatego też proszę o pamięć i wsparcie do ostatnich dni rozliczeń. Będę wdzięczny, jeśli polecicie mnie swoim znajomym, bo Wasza rekomendacja sprawia, że nie jestem osobą anonimową.  Z góry wszystkim bardzo dziękuję za pomoc i wsparcie.
Informacje dostępne są również na stronie:

niedziela, 25 listopada 2018

O czym teraz myślisz?


Bywa, że na to pytanie odpowiadamy zwykłym - „…o niczym…”?? Przecież to niemożliwe w dosłownym słowa znaczeniu!!

Uwielbiam te chwile, kiedy skupiam się na „niczym”, a właściwie raczej niczym konkretnym… piszę tu o czasie, gdy zamiast tworzenia planów zajęć i szukania rozwiązań problemów dopuszczam do głosu przypadkowe myśli.

Historia zna wielu wielkich ludzi, których głównym zajęciem było nadawanie takim myślom głębszego sensu. Sokrates, Kartezjusz, Arystoteles, Platon… oczywiście to wyższa liga umysłu, ale zastanawiam się, gdzie w dzisiejszych czasach byłoby ich miejsce??

Dlaczego naszły mnie takie myśli? Wytłumaczenie jest banalnie proste!! Moja przypadkowa myśl…, że życie zamiast z matematyką powinno mieć więcej do czynienia z melodią 😊

Co to znaczy? Porównajmy swoje życie do muzyki, której jest wiele rodzajów… od zapisanej na pięciolinii muzyki poważnej po improwizację Jazzową, od metalu, rocka po kościelny chór czy folk… jaka by nie była muzyka zawsze wybieramy dla siebie taki utwór jaki przyjemnie nam się słucha.

To takie proste!!

Wykonywanie czegoś wbrew sobie i swoim upodobaniom jest jak słuchanie okropnej dla swojego ucha muzyki. Po co się zmuszać? Zawsze znajdzie się taka nuta, która w duszy gra!! Wbrew pozorom mamy wybór!! Czy nie mam racji?