środa, 9 kwietnia 2014

Nowa nadzieja!!!



Witam Was Wszystkich.
Kiedy ja uległem wypadkowi wszystko było jeszcze w powijakach… no może tylko większa przeżywalność ze względu na zmianę sposobu leczenia. Wcześniej stosowali tylko wyciąg czaszkowy ( miałem to przez wiele dni zamontowane do głowy. Dwa wgłębienia nawiercone w czaszce wiertarką i metalowa klamra o nie zaczepiona, a na niej na sznurku kilka kilogramów żelaza) stosowany do stabilizacji i nastawienia zwichnięcia. W moim przypadku na szczęście stosowano już operację przy tego typu urazach… bo pewnie nie czytalibyście tego posta, a przecież chcę napisać o nadziei na przyszłość dla takich jak ja.
Zawsze, kiedy uda mi się znaleźć jakieś informacje o postępach w leczeniu urazów kręgosłupa staram się je tu zamieścić. Metod, którymi zajmują się naukowcy jest wiele od komórek macierzystych, mechanicznych „ubranek” zwanych endoszkieletami po elektroniczne urządzenia wszczepione w rdzeń kręgowy, aby stymulować zakończenia nerwowe lub połączyć je w miejscu przerwania. Wszystko to daje nadzieję, aby kiedyś (wierzę, że już niedługo) ja i mnie podobni ludzie znów postawili pierwsze kroki. Dziś doszła do mnie informacja o ostatniej z wymienionych przeze mnie metod :) http://liveinfo.tv/pl/elektryczne-urzadzenie-ktore-pomoze-sparalizowanym-poruszac-nogami ... po obejrzeniu tego filmiku poza ogromnym zaciekawieniem względem metody i pewnego przełomu przyszło mi jeszcze jedno do głowy… „Kto ma pilota ten ma władzę”… i obawiam się jednego… tego pilota w rękach mojej żony!!!!!! … domyślam się, że w tej chwili większość pań pozazdrościło tej metody mojej żonie, a panów ogarnęło uczucie współczucia w ramach męskiej solidarności!! Jestem pewny, że Monia zadbałaby o „dodatkowe funkcje”…
Wracając do tematu napiszę od razu, że nie oszukuję się nadzieją o pełnym powrocie do zdrowia, ale choćby namiastka dawnych możliwości dałaby już bardzo wiele :) Nie przestanę marzyć o plaży… lesie, który pewnie bardzo się zmienił od czasu moich ulubionych samotnych wypraw… i pewnych obietnicach ;) złożonych ukochanej żonie.
Pod spodem link do całego artykułu

wtorek, 8 kwietnia 2014

Budzi się



Właśnie mija mój weekend. Właściwie poza spacerem połączonym z krótką wizytą podwórkową u znajomego nie wydarzyło się nic szczególnego. Troszkę jeszcze chłodno, ale już widać wiosnę… nawet czuć kwitnącymi kwiatem gałązki. Jeszcze nie ma tej eksplozji ożywającej przyrody, niemniej jednak stanie się to lada dzień. Troszkę brakuje czasu, aby się tym cieszyć, więc trzeba się jakoś zorganizować. Jak ja się cieszę, że w tym roku majówki nie spędzę w szpitalu… w dodatku będziemy mieć urlop!! Przykro było w ubiegłym roku spędzać ją w łóżku szpitalnym pozszywanym chirurgiczną nitką. Aż się boję z tą radochą żeby znów się coś nie spierniczyło zdrowotnie. Miłej nocy lub pracy w zależności kiedy to przeczytacie :)

czwartek, 3 kwietnia 2014

Do końca jeszcze tylko parę dni



Drodzy przyjaciele, znajomi i przygodni czytacze mojego bloga!!!!
To od Was zależy, do kogo trafi Wasz 1% podatku - będzie mi miło, jeśli swą pomoc przekażecie właśnie mnie. Wszystkich przyjaciół znajomych oraz osoby, które chciałyby mi pomóc bardzo proszę o rekomendację.
WZÓR
Rozliczanie PIT potrwa do trzydziestego kwietnia, dlatego też proszę o pamięć i wsparcie do ostatnich dni rozliczeń. Będę wdzięczny, jeśli polecicie mnie swoim znajomym, bo Wasza rekomendacja sprawia, że nie jestem osobą anonimową.  Z góry wszystkim bardzo dziękuję za pomoc i wsparcie.
Na stronie www.tomekosobka.pl  w zakładce http://www.tomekosobka.pl/index.php?item=podatek wraz z potrzebnymi informacjami zamieszczony został darmowy program do rozliczeń PIT 2013 r
Program w prosty sposób przeprowadzi nas przez coroczny obowiązek podatkowych rozliczeń. 
Jest też nowa opcja do wypełniania PIT On-line https://pit-format-online.pl/2013/918a55918d09606d96123b330d7d734839b2e3e2

środa, 2 kwietnia 2014

Na szali



Pierwsza poza nami… będzie ich pewnie wiele. Mam mieszane uczucia do całej tej sprawy, bo wolałbym nigdy nie utracić zdrowia i nie musieć się z tym mierzyć. Jestem zmęczony bezsennymi nocami i brakiem dostatecznego wypoczynku… wcale się nie dziwię, że ludzie rezygnują z walki w takich sytuacji. Ja mam dość, ale zbyt dużo się nacierpiałem żeby teraz dać sobie spokój. Prawda jest taka, że przez czyjąś nieuwagę straciłem kawał zdrowia i zamiast robić postępy w rehabilitacji cofnąłem się w niej. Nie wiem czy będę jeszcze w stanie kiedyś wrócić do niektórych ćwiczeń, które są bardzo ważne. Jeśli się to nie uda mogę za parę lat mieć spore problemy zdrowotne z tego powodu.
Kiedy jechałem na ten nieszczęsny obóz nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, że tak to się może skończyć, że zamiast zdobyć umiejętności to je stracę. Staram się o tym nie myśleć, ale w moim życiu spotkało mnie już sporo złych rzeczy. Zacisnąć zęby, uśmiechnąć się i starać się zapomnieć, bo cóż innego można zrobić… Na szczęście spotkało jeszcze dobrych. Pomyślałem sobie teraz o Was, których znam i którzy znają mnie, o żonie, rodzinie- mam jeszcze, kogo zarażać optymizmem.

poniedziałek, 24 marca 2014

Weekendowy seans.



Tym razem nasz wybór filmu padł na polski i dosyć nowo nakręcony film. Historia niemal wszystkim znana opowiedziana w bardzo wzruszający sposób. Nie chcę zdradzać początku filmu, bo akurat dla mnie pewien istotny fakt z życia tej rodziny nie był znany. Piszę Wam o filmie „Mój biegun” a więc o historii Jasia Meli, jego wypadku i powrocie do względnie normalnego życia. Przyznam, że dużą cześć seansu oglądałem ze ściśniętym gardłem i wilgotnymi oczami. Temat przypomniał mi w wielu szczegółach mój własny stan i sytuację tych okropnych dni, choć oczywiście przeżyliśmy zupełnie inny wypadek.
Powrót Jasia ze szpitala do domu wyglądał trochę inaczej. Nasza niepełnosprawność różni się… Jaś stracił nogę i rękę ja zaś wszelką władzę nad swoim ciałem. Oglądając jego rehabilitację troszkę mu zazdrościłem, bo Jaś przynajmniej mógł się sam przemieszczać… kuśtykając, ale jednak.

Jest jeszcze sprawa kolegi, który uciekł z miejsca wypadku… ciekawe jak sobie mógł potem spojrzeć w oczy…
Dzielny chłopak, a jego zdobycie bieguna mistrzostwo!! Przeżyliśmy i mamy jeszcze dużo do udowodnienia światu. Polecam ten film choćby dlatego, że podobnych historii jest wiele i nikt nie zna swojego jutra. Z takich ludzi jak Jaś można brać tylko przykład- przezwyciężyć siebie, przezwyciężyć zły los.