niedziela, 19 maja 2013

Noc z kulturą

Jakie piękne popołudnie :) Majowe słoneczko, świeża zieleń i fruwające dmuchawce mmmm. Wczoraj byliśmy na Nocy Muzeów. Wilanów przywrócił wspomnienia :)Zwiedziliśmy Pałac królewski w Wilanowie. Troszkę ciężko go było „zdobyć” z powodu chodów, ale daliśmy radę. Ochrona podstawiła na schody szyny najazdowe i tylko brak wyobraźni strażników oraz innych zwiedzających trochę zadziwiał.  Tylu mężczyzn i żaden nawet się nie ruszył by pomóc Moni wepchnąć mnie na szczyt przenośnej rampy. Kosatka brukowa wokół zamku trochę dopiekła mojej biednej nodze, ale multimedialny pokaz wynagrodził męki. Obraz i dźwięk wyczarował widowisko na fasadach budowli. Lekcja historii w pięknej oprawie ciemnej nocy.
Mój stan zdrowia jeszcze niestety nie jest sprzymierzeńcem aktywnego życia- padłem w domu jak mucha, a łóżko przyniosło ulgę. Początek sezonu zapowiada ciekawe lato i emocjonujące weekendy. Miłej reszty dnia kochani
Zdjęcia robione nocą niestety słabe, ale naprawdę to było świetne widowisko.


środa, 15 maja 2013

Praca



Nareszcie pokonane trudności, które hamowały start naszej infolinii!! Jest mi tym bardziej miło o tym wspomnieć, że dział ten powstawał wraz z naszą grupą. Osobiście czuję pewną satysfakcję zarówno z własnych postępów jak i postępów całej ekipy. Przy tym wszystkim wydaje mi się, że zostałem przez większość polubiony i doceniony za inwencję, poprawianie humoru oraz radę. Wszystkim życzę powodzenia i łatwych konsultacji.
Tak, więc dziś za nami pierwszy i nawet można powiedzieć udany dzień pracy. Sięgam właśnie do szufladek w pamięci z napisem praca i zastanawiam się, co mi osobie niepełnosprawnej ona dała… Pierwszym, co mi się nasuwa na myśl to słowo satysfakcja. Oczywiście piszę tu o satysfakcji społecznej, pewnego rodzaju poczucia, że dzięki pracy przybliżam się do „normalnego” życia. Tak to już jest, iż nasze poczucie wartości wzrasta niemal natychmiast, kiedy my niepełnosprawni teoretycznie usprawiedliwieni względem zawodowego lenistwa jednak podejmujemy pracę. Większość z nas, a przynajmniej ja nie oczekuję forów od pracodawcy- chcę się czuć… być pełnowartościowym pracownikiem zatrudnionym i docenionym za to, co robię, a nie za korzyść, jaką może uzyskać zakład pracy zatrudniając niepełnosprawnych. .Za uczciwą pracę i sumienność uczciwe wynagrodzenie oraz zatrudnienie przerywane tylko z prawdziwych przyczyn, jeśli takie naprawdę występują. Zakład Pracy Chronionej powinien chronić stanowisko pracy dla osób, którym trudniej z powodu zdrowia na rynku pracy, zamiast stosowania pewnego „systemu” rotacji zapewniającemu stały zastrzyk pieniędzy dla pracodawcy dzięki osobom, którym pomaga w aktywizacji zawodowej państwo. Tak, więc zatrudnia się nas na czas określony i bez względu na to jak się staramy na końcu umowy wylatujemy z pracy. Potem zatrudnia się ponownie po paru miesiącach, jako „nowego” starego pracownika… tylko jak się wtedy czuje niepełnosprawny? Pionek zatrudniony w zakładzie, który zamiast zakładem pracy chronionej powinni nazywać się Zakładem Pracy Dotowanej.
Nawet nie wiecie jak się cieszę, że teraz pracuję w normalnym przedsiębiorstwie, gdzie jestem Tomkiem Osóbką pełnoprawnym pracownikiem mimo sposobu poruszania się. Wiem, że jak będę się starał to będzie to zauważone. Po raz pierwszy w życiu pracuję w firmie, z którą wreszcie mogę i chcę się identyfikować. Gdzie pracują fajni normalni ludzie, z którymi rozmawiam z uśmiechem.  Zatem co daje mi praca? Jeszcze raz- satysfakcję, rozwój społeczny, poczucie wartości i równości, zapełnia pożytecznie czas i parę złotych więcej w portfelu.

poniedziałek, 13 maja 2013

biorytm opadajacy

Moja psychika i poczucie obowiązku przegrała dziś z ciałem. Po pracy położyłem się zgodnie z zaleceniem lekarza, ale z myślą, że poćwiczę żeby nie tracić czasu... opadłem z sił ledwie zakończyłem pracę. Trochę zajęło nim zebrałem się do całości. Poćwiczyłem, ale jakiejś formie jeszcze nie ma mowy.
Póki co pozostaje oszczędzać siły na obowiązki w pracy.

sobota, 11 maja 2013

kap, kap, kap...



Cześć wszystkim
Jak już pochwaliłem się niżej wróciłem do domu :) Tak się cieszę, że przynajmniej to już za nami… oby na tym się zakończyło. Pominę fakt, że przygotowali mi miejsce i dzień operacji na sam majowy weekend, co okazało się nawet lepszym wyjściem. Dzięki temu Monia mogła mnie wspierać od wczesnej pory dnia. Tu biję się w pierś i przepraszam żonę publicznie… zdarzyło mi się strzelić fochy… w takich chwilach obrastam w kolce. Zmęczenie, ból i brak snu robi swoje. Szczęśliwie trafiłem na stół drugiego dnia i choć doktor anestezjolog miała mnie kroić tylko na lekach uspokajających chciałem dać radę. Mój stan jednak nie pozwolił na to… :) noga uciekała spod noża. Dopiero znieczulenie zewnątrz oponowe ją ujarzmiło. Poza tym, że słyszałem wszystkie dźwięki zza parawanu (skrobanie kości, odrywanie od nie płyty i odsysanie) wysłuchałem zamówienia lekarzy na chińszczyznę. Prowadziłem rozmowę z anestezjolog w trakcie. Gorzej było już po… Fajnie, że choć personel medyczny był wesoły i kompetentny. W tym wszystkim najgorszym wrogiem jest psychika i dobijające leżenie plackiem przez wiele dni. Przypomniały znów o sobie dwie znane z dawnych lat wątpliwe przyjaciółki… pani kroplówka i gorsza z nich gorączka. Zapoznałem się z nowym kolegą… kapiącym kranem. Uparty drań kap, kap, kap, kap~. Już pomniałem o szpitalnej melodii gdzie drażniącą nutą zapisywał się każdy z ośmioosobowej sali. Od kręcenia, chrapania po jęki i tak bez dyrygenta drażniąca uwertura bezsenności… tylko w dzień kojący widok za oknem. Sosny i kwiat dzikich owocowych drzew… kap, kap, kap w żyłach chłód, w ustach plastikowy smak, zmiana opatrunków i smród gnijącego ludzkiego mięsa z nogi kolegi z łóżka obok… kropla za kroplą tym razem z flaszki podłączonej do krwiobiegu. Ten egzamin życia także za nami… zapomnieć… już zdany.
Jakże nie mogłem doczekać się wypisu… jak już przyszedł ten dzień odezwał się strach przed powrotem do siedzenia. Ciężko było w ciele, które wydawało się obcym po tylu dniach leżenia. Pocieszeniem jest tylko to (niestety tylko dla mnie), że byli gorsi ode mnie. Dziękuję mojemu charakterowi za opór w wieloletniej pracy nad sobą. Pielęgniarki nie chciały wierzyć, że zaraz stuknie mi dwudziecha stażu na wózku.
Chylę czoło przed doktorem Rakiem, wszystkimi lekarzami, pielęgniarkami, salowymi dziękując za pomoc. Dziękuję tym co zechcieli mnie odwiedzić i kochanej Moni- buziaki gorące.
Skoro było mniej optymistycznie to teraz już weselsze sprawy. Mam nieodparte wrażenie, że na ten czas kończą się nasze smutki i idzie lepsze. Paaaaaaaa

czwartek, 9 maja 2013

niedziela, 28 kwietnia 2013

Wiadomości



Informacja o moim szpitalu przedłużała się już tak długo… myślałem, że w ostateczności nie zabiorą mnie na długi weekend. Piątek przyniósł jednak wiadomości. W poniedziałek przyjmują mnie na oddział, a we wtorek operacja. Z jednej strony to może jest to pozytyw. Zakończy się moje kilkumiesięczne zmaganie z bólem. Zdaję sobie sprawę, że jak każda operacja i ta niesie za sobą zagrożenie. Ja mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze i moja absencja także na blogu nie zostanie „zakłócona”. Gdyby jednak to… Monia godnie mnie zastąpi.
W innej sprawie. Spodziewałem się, że kiedyś to nastąpi, ale nie wiedziałem, że tak szybko. W piątek dzwonili do mnie ze starej firmy z propozycją zatrudnienia od maja… biorąc pod uwagę, że w ubiegłym roku nie przedłużyli mi umowy dwa razy uważam propozycję za niezrozumiałą hmmm żeby nie powiedzieć żenującą. Trzydzieści sekund satysfakcji… nim powiedziałem, że jestem już zatrudniony. Bardzo, Bardzo się cieszę, że nie muszę pracować w miejscu gdzie pracownik jest numerkiem, który dla firmy jest tylko potencjalną dotacją, po której traktowanie staje się po prostu… bardzo się starałem być wartościowym pracownikiem i udawało mi się to bardzo dobrze. Na medal nie liczyłem, ale myślałem, że przynajmniej docenią mnie przy końcu umowy. Było minęło i cieszę się z zatrudnienia w normalne firmie, gdzie szacunek widać od pierwszych dni :)

Podziękowania

Kończy się rok rozliczeniowy. Dla Was wszystkich, którzy swój jeden procent zechcieli przekazać mi- ogromne DZIĘKI!!! O wynikach poinformuję kiedy już dostaniemy rozliczenie. Pewnie o tym będzie wiadomo w okolicach października. Jest to czas kiedy Urzędy skarbowe przekazują pieniądze fundacjom. Moja fundacja przekazuje 100% przekazanych pieniędzy dla podopiecznych, nie pobiera opłat dla siebie. 1% naprawdę pomaga- jeszcze raz DZIĘKUJĘ.