wtorek, 20 kwietnia 2021

Ku przestrodze życzliwy

 


Przeczytajcie proszę cały tekst, bo opowieść wymaga wprowadzenia.
 
Zauważyłem, że bardzo często żyjemy tak jakby nasz czas miał nieograniczony wymiar. Podejmujemy coraz nowsze i coraz więcej wyzwań z myślą, że podołamy im wszystkim. Z przeświadczeniem, że skoro świetnie sobie radzimy z całą resztą to jeszcze jedna rzecz nie zaszkodzi.

Tak właśnie myślałem do pewnego momentu. Robiłem tak dużo, że zaczęło brakować mi czasu. Najłatwiej oczywiście kraść go z własnego życia i robiłem to mniej lub bardziej świadomie by sprostać obowiązkom. W pewnym momencie nawet poczułem dumę, bo mimo niepełnosprawności z powodzeniem trzymałem kilka srok za ogon.
Urlop wydawał się luksusem ze względu na brak czasu, ale spędziliśmy go na wiejskim chillout-cie, potem wizyta u rodziców, a na końcu spotkanie z przyjaciółmi w mieście królów. Było świetnie.
 
Noc po powrocie do domu złapała mnie pewna dolegliwość. Oczywiście głupio było po dwóch tygodniach urlopu brać zwolnienie lekarskie, więc walczyłem z nią przy biurku i ekranem komputera przed twarzą. Jak to facet nie chciałem słuchać porad żony… norma panowie?
Kiedy już przechylałem szalę zwycięstwa nagle okazało się, że wszystkie sroki mi… uciekły. Trzeciej nocy zmrużyłem nawet oczy, gdy zaczęło mnie puszczać (może tak mi się wydawało ze zmęczenia. Nad ranem coś mnie obudziło i aż dziwi, że tak błyskawiczni zmusiło do analizy sytuacji.

W ułamku sekundy przypomniałem sobie rozmowę z zaprzyjaźnionym mechanikiem. Mogę śmiało powiedzieć, że uratował mi nią życie!!
Opowiedział mi jakie kilka tygodni wcześniej miał objawy i co potem nastąpiło…

CDN...
 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza