poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Wiosna


Cudna, optymistyczna, energetyczna, pobudzająca, pachnąca, radosna, najbardziej oczekiwana… moja ukochana WIOSNA🍀☘️🌿🌳🍃

Indianie liczyli swój wiek na ilość wiosen… wcale im się nie dziwię, gdyż ta pora roku to takie preludium odradzającej się z zimowej szarości przyrody. Wyczekane ciepło promieni słonecznych na buzi, zapach kwitnących drzew i budzący miłe myśli śpiew ptaków!!🥀🌼🌹🌾

Nie ma lepszej pory roku, bo jest wstępem do kilku miesięcy ciepła, wygrzewania na słońcu, spacerów do późnej nocy, patrzenia w rozgwieżdżone niebo, ucieczki z domu w każdej możliwej chwili. 🏖️🌞🌈☀️

To jest czas, kiedy przestaję zwracać szczególną uwagę na porządek w domu, bo szkoda marnować czas na przekładanie przedmiotów z miejsca na miejsce… wyciągam Monię z domu, kiedy tylko jest to możliwe.🚶‍♂️🚶‍♀️

W sobotę zatrzymałem Ją na osiedlowym skwerku do 1ej w nocy… jeszcze para z buzi unosiła się po głębszym oddechu, ale bezruch powietrza nie dawał odczuć jeszcze dosyć niskiej temperatury.🕑
Wiosna to również czas treningów i dbania o kondycję pod gołym niebem- czas dopompować mój nowy wózek i ruszyć na mój „spacerniak” pod blokiem.

Życie trochę uprzykrzają pyłki i swędzące plamki po nich na skórze z katarem w tle, ale co tam!! Budzimy się moi mili!! Włączamy drugi bieg i turbo dopalanie w uśpionych zimą ciałkach- W I O S N A❤️

piątek, 16 marca 2018

Niepełnosprawny


Jest takie słowo, którego swego czasu nienawidziłem chyba najbardziej na świecie…

Jest nim określenie jakim mianuje się osoby z jakimś uszczerbkiem na zdrowiu. Uszczerbkiem czasowym lub chronicznym jak w moim przypadku… oczywiście mówimy tu o słowie niepełnosprawny.

Nie jest to ani fajne, ani obraźliwe słowo, ale drażniło mnie przez długi czas. Walczyłem z nim na wiele sposobów np. uporczywą rehabilitacją, którą też przechrzciłem w swojej wyobraźni na inne słowo, bo ściśle wiązało się z tym nielubianym.

Minęło wiele lat hmmm… w tym roku stuknie mi ćwierćwiecze siedzenia na wózku… nawet nie wiem, kiedy to zleciało!!

Słowo niepełnosprawny przestało mieć dla mnie taki oddźwięk… nauczyłem się z niego, a raczej z siebie żartować. Anegdot na ten temat jest dużo w naszym osobistym zbiorze historii rodzinnych choć nie zawsze jest z tym aż tak do śmiechu.

Swoich wad związanych z niepełnosprawnością nie musiałem odkrywać… po prostu przykleiły się do mnie pewnego dnia szydząc z tego jaki byłem nim ten dzień nastał.

Czy niepełnosprawność tylko zabiera Dobre pytanie… często je sobie zadawałem
Odpowiedź na nie jest jednoznaczna dla wszystkich - zależy od determinacji, motywacji i możliwości jakie powstają dzięki osobom w bliskim otoczeniu.

Uraz kręgosłupa połknął moją młodość, ale nie zabrał życia… i choć trudno w to uwierzyć dał też coś w zamian!! Trudno mi ocenić kim byłbym dziś, gdybym pozostał „chodziakiem”…, a tak jestem sobie duży miś co gra w życie nie od dziś. 🎮

Grą w moim przypadku jest każdy nowy dzień, który dostałem od losu w kredycie :) 🕹️
Czasem śmieję się, że ja nie muszę odpalać PlayStation na ekranie TV, żeby pokonywać kolejne przeszkody… ha ha ha ja mam tor przeszkód choćby w drodze do WC.
Zbieram punkty za każdym razem jak „wezmę” coś do ręki i mi nie wypadnie… w zbieraniu „energii” do dalszej gry pomaga tarcza ochronna w postaci stoickiej cierpliwości uruchamianej zazwyczaj magicznym słowem na „k”

Gdybym miał wymienić kilka nabytych zalet pozostawania w swoim stanie zdrowia na pierwszym miejscu postawiłbym umiejętność wartościowania elementów swojego życia… cieszę się np. z zupy przed sobą i możliwością zjedzenia jej samodzielnie nawet jeśli jest zbyt słona 🍽️
Stawia ją przede mną osoba, która darzy mnie uczuciem tylko za to że jestem!! ❤️❤️

Cieszę się, że mogę pracować nad sobą, a także zawodowo…, że czasem mnie coś nie boli lub karta kredytowa nie jest na straszliwym minusie. Wbrew pozorom, kiedy spojrzy się inaczej na życie to nawet kulawy znajdzie kilka pozytywów.

Ostatnią zaletą, którą bardzo sobie cenię to Wy… jeśli już mnie lubicie to od tak po prostu za to jakim jestem, a nie kim jestem!! Czyż nie? Mam nadzieję, że się nie mylę‼️

Reasumując napiszę tylko, że znam osoby niepełnosprawne, które na swój własny sposób są bardzo zorganizowane, szczęśliwe itd., ale znam również osoby zupełnie sprawne, które są nieszczęśliwe bez większego powodu… leczące np. kompleksy choć mają cały świat u stóp i wszelki dobrobyt 😟
Ludźmi jesteśmy Panie i Panowie… podobnymi do siebie w większości potrzeb i ambicji!! 👥

Kiedy zbliżamy się do dna swojej wytrzymałości zamiast szykować się do dryfowania po nim trzeba pomyśleć jak się z niego skutecznie odbić‼️

Tak właśnie postrzegam swoje życie osoby niepełnosprawnej od tylu lat… robię wszystko, aby wciąż i wciąż odbijać się w kierunku powierzchni‼️ Nawet jeśli jest ona wzburzona od fal to znaczy tylko, że jest ciekawiej niż na lustrzanej tafli bez niespodzianek.🏄‍♂️🏊‍♂️

Pozdrawiam wszystkich, którzy doczytali ten tekst do końca 😊 

czwartek, 1 lutego 2018

Tomasz Mackiewicz, Elisabeth Revol i Nanga Parbat

Sport wyczynowy, alpinizm zawsze wiąże się z dużym ryzykiem… zdrowie i życie stawiane jest na szali z pasją i wyzwaniem. Trudno to zrozumieć, jeśli samemu nie posiada się tej iskry i potrzeby stawiania kolejnych granic do przejścia. Czasem zastanawiam się skąd się bierze ta często irracjonalna iskra, która każe rzucić wszystko i np. iść wspinać się na kolejny ośmiotysięcznik.
Tomasz Mackiewicz i i Elisabeth Revol w ostatnich dniach nie schodzą z myśli większości z nas i niestety są one bardzo różne w swojej ocenie. Dla mnie cała ta historia przypomina trudny do zrozumienia romans z górą Nanga Parbat, który dla Pana Tomka skończył się tragicznie. Miłość jak wszystkim kto jej zaznał wiadomo ma różne oblicza… nie znosi perswazji, często niewiele ma do czynienia z rozsądkiem.
Wiele osób nie szczędzi krytyki i trochę mi żal tak negatywnego podejścia tych ludzi do tematu. Pewnie, gdyby wszystko powiodło się jak było w założeniu wyprawy kontrowersji byłoby mniej.
Morały potrafi prawić każdy, ale czy myśli ktoś o ryzyku podczas jazdy samochodem, gdy wskazówka prędkości wychyla się mocniej niż zwykle, bo np. spieszymy się na spotkanie. Różnica jest tylko taka, że w przypadku himalaistów ryzyko jest podjęte z pełną świadomością i poparte każdą kolejną ofiarą. Wielu wydaje ostatnie tchnienie już bez świadomości zasypiając z wycieczenia, tracąc rozum z powodu choroby wysokościowej, z niedotlenienia.
Oczywiście o ratunek łatwiej w razie wypadku na drodze, a biorąc pod uwagę powszechność śmiertelnych zdarzeń nawet nikt tego nie roztrząsa. Przykładów z życia wziętych jest mnóstwo i może nim ocenimy kogoś pomyślmy czy samemu nigdy nie podjęliśmy jakiegoś świadomego ryzyka.
Chwała dla Adama Bieleckiego i Denisa Urubko, że byli zdolni ryzykować własne życie dla ratowania innych istnień… nie przeliczajmy tego na koszty. Żal mi rodziny Pana Tomka- pewnie już zawsze będą zadawać sobie pytanie czy było warto ginąć dla tej „miłości”. Pewnie nie było warto, ale cóż stało się… nie pierwszy i nie ostatni „kochanek/kochanka” śmiercionośnych gór, piękna nieokiełznanej natury, która ma gdzieś pasje i ambicje zakochanych w niej ludzi. Pochłania kolejnych i wiedzie na stracenie przy ich własnej aprobacie.
Smutne to bardzo

środa, 24 stycznia 2018

Dziki lokator

Kilka dni temu podczas pracy bez przerwy coś mi migało w bocznym polu widzenia, ale był to na tyle szybki ruch, że nie mogłem zidentyfikować jego źródła. Po którymś z rzędu razie zacząłem się niepokoić… „zwidy”, a przecież nie jadłem niczego z kapeluszem i na ogonku… w krasnale nie wierzę?? Rozsądek kazał mi przyjąć pozycję do łatwiejszej obserwacji podłogi balkonu dzięki której szybko rozwiązałem zagadkę!!
W tej historyjce wystąpił jakiś ogonek i miał nawet właściciela… dodam tylko, że na czterech nóżkach z rudym futerkiem- pospolita Myszarka polna. O fakcie posiadania dzikiego lokatora poinformowałem sms-em Monię… hmmm do tej pory nie wiedziałem z kim mieszkam
W Moni obudziły się mordercze instynkty!! Zagroziła błyskawiczną eksterminacją balkonowego gościa, więc szybko rzuciłem się w poszukiwaniu praktycznej porady na temat zbudowania „humanitarnej pułapki”. Pozwala ona złapać zwierzątko żywe i pozbyć się go w tym samym stanie np. w pobliskich krzaczorach.

Mój koncept padł szybciej niż wyszukało Google w swoich zasobach pułapkę!! Monia zrobiła błyskawiczne rozpoznanie w szybko dostępnych środkach uznanych za skuteczne na tego typu lokatorów i napisała cytuję „Nie cierpię myszek, szczurów i tym podobnych… po pracy zajadę do Leroy Merlin”. Wiedziałem co się świeci, więc nim Monia zdążyła wdrożyć swój plan, gość z ogonkiem stał się Krystyną!! Kogoś kto ma imię trudniej ukatrupić
Monia w gruncie rzeczy to zbyt miękki zabójca, więc Krystyna prawdopodobnie nadal cieszy się swoim żywotem gryzonia!! Tak właśnie uratowałem jedno istnienie haaaaaaaaaaa Tomcio samarytanin… co by nie było na Monię też czasem mówię mysza lub mause!! Dobrze, że kocham, bo za zabicie mojej grozi dożywocie

czwartek, 18 stycznia 2018

1% dla Tomka


Drodzy przyjaciele, znajomi i przygodni czytacze mojego bloga!!!!
To od Was zależy, do kogo trafi Wasz 1% podatku - będzie mi miło, jeśli swą pomoc przekażecie właśnie mnie. Wszystkich przyjaciół, znajomych oraz osoby, które chciałyby mi pomóc bardzo proszę o rekomendację.
WZÓR

Rozliczanie PIT potrwa do trzydziestego kwietnia, dlatego też proszę o pamięć i wsparcie do ostatnich dni rozliczeń. Będę wdzięczny, jeśli polecicie mnie swoim znajomym, bo Wasza rekomendacja sprawia, że nie jestem osobą anonimową.  Z góry wszystkim bardzo dziękuję za pomoc i wsparcie.

Na stronie www.tomekosobka.pl  w zakładce http://tomekosobka.pl/joomla/index.php/ppp wraz z potrzebnymi informacjami zamieszczony został darmowy program do rozliczeń PIT 2017 r
Oto bezpośredni link do programu http://pity-format.pl/2017/153_fdzzp
Program w prosty sposób przeprowadzi nas przez coroczny obowiązek podatkowych rozliczeń.

środa, 27 grudnia 2017

Święta świeta i po...



Troszkę przejedzony, ale zadowolony z spokojnego przebiegu naszych świąt. Dwudniowy dyżur w pracy nieco zakłócił lenistwo… pomoc w dojechaniu kilku „strudzonym wędrowcom” w świątecznym czasie można uznać za dobrze wypełniony czas. W ostatnich dniach jak chyba każdy w dzisiejszych czasach dostaliśmy mnóstwo życzeń. Ich forma różna… sms, zdjęcie, filmik, wesołe, standardowe, kolorowe- wszystkie miłe, bo świadczą o tym, że choć na chwilę zabłąkaliśmy się w czyjejś myśli. Dziękujemy za wszystkie z nich!! Wam kochani przesyłam ogrom życzliwości na każdy dzień bez względu na okazję :)
Niech Wam się spełnią wszystkie postanowienie jakie wymyślicie sobie na otwarcie 2018 roku.

czwartek, 21 grudnia 2017

Przygotowania

Jeszcze trzy zaganiane do granic możliwości dni i święta… jakoś mentalnie tego nie czuję w tym roku. Chyba lepiej poczułbym świąteczną atmosferę wyjeżdżając z domu w jakieś fajne miejsce… lub na kilka dni wyłączając się fizycznie i umysłowo na wszystkie codzienne obowiązki. 
Ładny widok za oknem, coś dobrego do zjedzenia i towarzystwo równie leniwe :)!! Tymczasem mam dyżur w pracy, więc pasywny tryb w święta raczej tylko w marzeniach.

Trochę męczy mnie, że nie mogę Moni pomóc zbytnio w sprzątaniu, a jej praca też pożera przedświąteczny czas. W domu i na balkonie przybywa świątecznych dekoracji, ale porządkowy chaos zaburza spokój i nastawienie na budowanie nastroju. Tak czy siak damy radę i liczę, że duch świąt natchnie nas szybko… jeśli uda się wyjść na spacer popatrzeć na udekorowane okolice to też będę szczęśliwy.