Praca osoby niepełnosprawnej. Człowiek rodzi się ułomny zdrowiem, zaczyna chorować, lub ulega wypadkowi, który ogranicza możliwość startu w normalne życie. Brak rozwoju zawodowego, społecznego, kulturalnego- jednym słowem wykluczenie z życia. Najczęściej pozostają cztery ściany w domu pilot do telewizora, dobrze gdy komputer bo daje możliwość choćby tej namiastki jak wirtualny kontakt. Człowiek naprawdę dopiero wtedy staje się kaleką utrzymankiem na łasce skarbu państwa. Oczywiście ta „łaska” to głodowa racja, z której nikt nie jest w stanie niczego stworzyć. 550-700 zł i teraz pomyślmy jak z tego stworzyć coś, co nazywamy gospodarstwem domowym? Wiadomo, że trzeba zjeść opłacić rachunki i często jeszcze leczyć się. Nie mówię już o jakimś sprzęcie, który jest częścią wydatków niezbędną, aby wyjść do ludzi spróbować zrobić coś więcej niż klikanie w guziki pilota TV i oglądania świata na szklanym okienku. Co robią niepełnosprawni, aby to zmienić? Robią to, na co pozawala im prawo oraz możliwości, które oczywiście rosną, gdy się takim osobom odpowiednio pomoże. Niepełnosprawni to tacy sami ludzie jak Wy zdrowi. Potrafią pilnie pracować, zakładają rodziny… niestety tylko niektórzy reszta marzy by zmieniło się coś w ich życiu na lepsze. Chciałoby się mieć równe szanse, ale przecież to niemożliwe i głównym powodem wcale nie jest stan zdrowia. Stosunek pracodawców dla osób niepełnosprawnych jest jaki jest… a zakłady pracy chronionej nie są w stanie dać szansy wszystkim. Do tego jest jeszcze prawo, które ogranicza możliwości zarobkowe niepełnosprawnych. Limit, jaki można zarobić bez utraty świadczenia rentowego nie jest wysoki a większość boi się je stracić w razie gdyby z dnia na dzień stracili pracę. Zatem możliwości zarobkowe zamknięte są w jakichś granicach, co sprawia, że nie możemy myśleć o wielu rzeczach, które w dodatku pod znaczkiem niepełnosprawnego są jeszcze droższe. Przystosowany samochód, mieszkanie, sprzęt który umożliwia nam poruszanie się… skąd na to wziąć skoro ma się rentę 700 zł i Bóg zapłać jeśli szczęście gdy uda się troszkę dorobić? Chciałbym być zdrowy i nie mieć żadnych „przywilejów” wynikających z niepełnosprawności, ale też ograniczeń z nich wynikających. Przywileje- czytaj renta, parkowanie na kopercie możliwość o staranie się o jakieś dofinansowanie- więcej nie znam. Dodam jeszcze jak to jest z dofinansowaniem i dla jasności trochę matematyki renta miesięcznie 700 zł (biorę już tą wyższą opcje) daje roczny dochód 8400 zł, z czego trzeba żyć. Na sprzęt najczęściej o ile się oczywiście ją otrzyma jest 50% ceny, więc jeśli coś kosztuje choćby 20 tyś łatwo wyliczyć trzeba mieć uskładane swoich 10 tyś… jak to zrobić? Ktoś powie zarobić :) tak to oczywiste ale jeśli zarobek na członka rodziny przekroczy choćby złotówkę limit do jaki zwykle stosują instytucje nici z dotacji. Limit, jaki obecnie się stosuje wynosi około 1400zł w przeliczeniu na osobę w gospodarstwie domowym. To jakaś pułapka po prostu. Z jednej strony chciałoby się aktywować społecznie i zawodowo niepełnosprawnych a z drugie robi się wszystko by ograniczać te szanse. Dlaczego o tym piszę? Bo przeczytałem ten artykuł http://www.wiadomosci24.pl/artykul/stop_pulapce_rentowej_rencisci_socjalni_zbieraja_popisy_182799.html Chcę jeszcze dodać, jako osoba niepełnosprawna- praca dała mi strasznie dużo i wciąż daje!! Daje mi poczucie osobistej wartości i namiastkę normalnego życia. Uważam, że pracuję ciężko, ale sumiennie i mój dochód nie powinien być ograniczany przepisem. Wiem, że wiele zdrowych osób za takie pieniądze jak ja nie podjęłoby pracy- tak małe pieniądze… a i tak cieszę, że mam możliwość pracy. | |
| © Tomi | |
czwartek, 24 lutego 2011
wtorek, 8 lutego 2011
Zwariowany dzień!!! I to od pierwszych minut poranka grrrrr Na początek padł Internet, bo jakiś domorosły internetowy złośliwiec w naszym bloku jak twierdzi dostawca podłączył specjalnie coś, co zakłócało połączenie. Uniemożliwił mi pracę- zmusił do wzięcia urlopu. Potem wizyta pani doktor od rehabilitacji opóźniła się i o mało nie doszło do skutku służbowe spotkanie Moni. Kiedy już samym wieczorem odzyskałem Internet zacząłem zabezpieczać router i po prostu komputer przestał go widzieć. Tym samym wszelkie próby połączenia i dalsze ustawienia były niemożliwe. Nim doszedłem do ładu brakło już czasu na ćwiczenie a to potrafi mnie wnerwić nieziemsko. Dobrze, że dzień się kończy i oby kolejny nie zapewniał już głupich niespodzianek
piątek, 4 lutego 2011
Monia właśnie wraca z targów w Norymberdze. Od nas na miejsce dzieli odległość bliska 1000 kilometrów. Śmiesznym jest, iż na podróż w Polsce potrzeba było ponad osiem godzin natomiast tam podobny odcinek przejechali w mniej niż trzy. Kiedy w naszym kraju powstaną drogi z prawdziwego zdarzenia? Wiemy już, że nie na Euro 2012. Niestety pozostaje nam cieszyć się z tego, iż w ogóle coś budują i mieć nadzieje, że nim wybudują wszystkie drogi do końca te co powstały pierwsze nie będzie trzeba remontować gruntownie.
Dobrze teraz na inny temat ponarzekam :) Długo żyłem pojedynkę trudno było sobie wyobrazić życie w parze. Zasypiać i budzić się przy kimś, spędzać cały czas z jedną osobą cały czas. Teraz działa to w drugą stronę. Po prostu brakuje obecności kogoś kogo się kocha. Odrobina rozłąki nikomu nie zaszkodzi a nawet może działać zbawiennie by sobie to uświadomić. Cieszę się, że Monia wraca i za kilka godzin przytuli się do mnie.
Dobrze teraz na inny temat ponarzekam :) Długo żyłem pojedynkę trudno było sobie wyobrazić życie w parze. Zasypiać i budzić się przy kimś, spędzać cały czas z jedną osobą cały czas. Teraz działa to w drugą stronę. Po prostu brakuje obecności kogoś kogo się kocha. Odrobina rozłąki nikomu nie zaszkodzi a nawet może działać zbawiennie by sobie to uświadomić. Cieszę się, że Monia wraca i za kilka godzin przytuli się do mnie.
czwartek, 27 stycznia 2011
Monia właśnie zmienia wystrój domku. Świąteczne ozdoby lądują w pudle do przyszłych świąt. Wczoraj natomiast „śmigaliśmy” po parkingu na kółkach… ja uczyłem się jeździć wózkiem a Monia swoimi wrotkami. Zeszło nam z tym z godzinkę i nawet podobało się obojgu. Będziemy powtarzać tą ruchową edukację :)
Jutro wizyta pani doktor rehabilitant. Muszę zadbać o swoje nóżki. Złamanie niestety odbija nam się jeszcze…
Jutro wizyta pani doktor rehabilitant. Muszę zadbać o swoje nóżki. Złamanie niestety odbija nam się jeszcze…
czwartek, 20 stycznia 2011
Wspomnę jeszcze króciutko- Na stronie głównej od jakiegoś czasu widać ulotkę dotyczącą instrukcji jak można odpisać 1% podatku na cele rehabilitacyjne dla mnie. Rozmawiałem wiele razy z przyjaciółmi iż czasem jest mi troszkę głupio prosić o pomoc z 1%. Wszyscy mówili że niesłusznie bo wielu z Was chce go odpisywać dla konkretnej osoby. Wiem że jest to chyba jedyna okazja by przekazać komuś właściwie nic nie tracąc i chyba to mnie ośmiela. Jak w ubiegłym roku piszę Wam że 1% to niewiele i tylko pomnożone przez wielokrotność osób pozwala zebrać sumę dlatego tak ważne jest by na nasz apel odpowiedziało jak najwięcej osób. Wielu z Was zna nas osobiście i wie jakimi jesteśmy ludźmi oraz że nie zmarnujemy Waszej pomocy. Opowiem Wam coś :)
Pomimo tego że 1% odpisujemy od początku roku roku do kwietnia o powodzeniu lub niepowodzeniu można dowiedzieć się dopiero w okolicach października. Dopiero w tym czasie US przekazuje wpływy na konta fundacji. Przyznam że miałem nadzieje, iż akcja uda się ale moja wiara nie była bardzo mocna. Wiedziałem, że bliskie nam osoby spisały się na medal ale czy ktoś jeszcze...? Kiedy wreszcie na koncie fundacji pojawiła się informacja o wpływie aż skoczyliśmy z radości. Byliśmy bardzo zaskoczeni i od razu złapaliśmy za telefony by podziękować osobiście tym o których wiedzieliśmy że pomagali nam w zbiórce. Naszą euforię fajnie skwitował honey- eeeeeee tylko tyle?Ja to się ucieszę jak będzie jeszcze jedno zero z tyłu. :) Podobną reakcję usłyszeliśmy jeszcze od paru osób. w tym roku mogliśmy zabrać za 1% wcześniej i prosimy abyście nie zapomnieli o nas :*
Pomimo tego że 1% odpisujemy od początku roku roku do kwietnia o powodzeniu lub niepowodzeniu można dowiedzieć się dopiero w okolicach października. Dopiero w tym czasie US przekazuje wpływy na konta fundacji. Przyznam że miałem nadzieje, iż akcja uda się ale moja wiara nie była bardzo mocna. Wiedziałem, że bliskie nam osoby spisały się na medal ale czy ktoś jeszcze...? Kiedy wreszcie na koncie fundacji pojawiła się informacja o wpływie aż skoczyliśmy z radości. Byliśmy bardzo zaskoczeni i od razu złapaliśmy za telefony by podziękować osobiście tym o których wiedzieliśmy że pomagali nam w zbiórce. Naszą euforię fajnie skwitował honey- eeeeeee tylko tyle?Ja to się ucieszę jak będzie jeszcze jedno zero z tyłu. :) Podobną reakcję usłyszeliśmy jeszcze od paru osób. w tym roku mogliśmy zabrać za 1% wcześniej i prosimy abyście nie zapomnieli o nas :*
Anetko!!! Nasze gratulacje z okazji narodzin maleństwa. Zdrówka Tobie jak i maleńkiej Tosi :) Wiem że będzie równie szczęśliwym dzieckiem jak i starsza córcia.Ja w pamięci mam jeszcze Twoją uśmiechniętą buzię z dołeczkami na policzkach z czasów ławy szkolnej i szczebiotliwy śmiech :) Trudno uwierzyć że jesteś już podwójna mamusią tym bardziej że nie zmieniłaś się od tamtych czasów prawie wcale. Anetko wszystkiego najlepszego jeszcze raz dla Twojej rodzinki- Monia i Tomi
środa, 19 stycznia 2011
Wczoraj mieliśmy wizytę księdza chodzącego po kolędzie. Nie pisałbym o tym bo to przecież zwyczajne o tej porze wydarzenie gdyby nie to że... :) dostaliśmy zaproszenie na nauki przedmałżeńskie. Oczywiście nie żeby uczyć się ale "nauczać" hmm czy my jesteśmy jakimś wyjątkowym małżeństwem? Chciałbym żeby tak było ale nie ze względu na mój wózek!! Prawdą jest że w ostatnich czasach kilku naszych mniej lub bardziej bliskich znajomych powiedziało że widać po nas iż kochamy się. Ksiądz nie mógł tego stwierdzić po naszym zachowaniu w tak krótkiej chwili więc pewnie mój wehikuł i to że jesteśmy małżeństwem o krótkim stażu zawartym już w tym stanie utwierdził go o tym. Wiem że jesteśmy bardzo zgodną parą także kochającą niestety też sprawną inaczej w moim przypadku lecz w tym wszystkim jest jakaś wyjątkowość?? Miłości chyba nie można się nauczyć- trzeba ją po prostu odnaleźć wśród tłumu a potem starać się by nie więdła wraz z przemijającym czasem. Trzeba ją podlewać szczerością, szacunkiem, wiernością, dobrym traktowaniem i chęciami by zwyczajne życie nie oddalało wraz z kłopotami. W teorii nasze życie jest trudniejsze, musimy też odnajdywać więcej energii by iść z jego nurtem nierzadko ucząc się pokory ale wiem że nie to determinuje u nas uczucie- my po prostu chcemy być razem i nie ma tu nic z poświęcenia. Przynajmniej ja tak sądzę... a Monia?? Jeśli chce niech wyrazi swoje zdanie na form.
Subskrybuj:
Posty (Atom)