niedziela, 8 marca 2015

Z okazji Waszego święta


Dziewczyny dziś jest świetna okazja by życzyć Wam uśmiechu każdego dnia w całym długim roku!! Niech ten dzień NIE BĘDZIE wyjątkowym w Waszym kalendarzu!!! Życzę Wam wszystkim dziewczyny w imieniu swoim i innych panów :) Tomcio

niedziela, 1 marca 2015

KOMENTARZ



Dzisiejszy temat na post podrzucił mi ktoś z FB swoim komentarzem pod zdjęciem z prośbą o podarowanie 1% z podatku. Na zdjęciu był pewien młody mężczyzna siedzący na czymś w rodzaju wózko-roweru, którym pedałuje się przy pomocy rąk. Moją uwagę zwrócił uwagę komentarz zamieszczony przez kogoś pod owym zdjęciem cytuję „ Ale wózek „na bogato”  Nie była to raczej złośliwość, bo jeśli dobrze zrozumiałem to komentujący również boryka się z podobnym problemem. Osoba, która udostępniała prośbę o 1% na swojej tablicy jakby chcąc wytłumaczyć zasugerowała, że może ten wózko-rower jest wypożyczony. Pierwszy komentator dodał, że nie ocenia tego i dodał jeszcze wpis „Umysł człowieka działa tak, że jak widać "biedę" to człowiek chętniej pomaga, według zasady nic tak człowieka nie uszczęśliwia, jak nieszczęście innych.”
Rozumiem, co miał na myśli, ale właśnie takie podejście mnie strasznie irytuje. Wydaje mi się, że trudno mówić o zazdrości ogółu, bo i czego zazdrościć sparaliżowanej osobie?? Czuć satysfakcję, że komuś przytrafiło się nieszczęście jest takie bez sensu. Sam takiego doświadczyłem, ale kiedy ja patrzyłem na osoby, które pomimo zrządzenia losu i choroby starają się żyć w miarę normalnie to mi serce i nadzieja rosła. Czasem jednak trzeba pomyśleć troszkę szerzej… za uśmiechem takiej osoby, schludnym wyglądem, radzeniem sobie w życiu często stoją bliskie jej osoby, ciężka i wieloletnia praca nad sobą, traumatyczne przeżycia. W przypadku takich osób jak ten chłopak czy ja walka o zdrowie i jakąś formę nigdy się nie kończy. Wiem ile to kosztuje zachodu oraz jaki trzeba mieć silny charakter by ciągle walczyć… nie dla kaprysu czy przyjemności… z konieczności!! Z drugiej strony jest wielu z podobnym problemem nierobiących nic nawet, jeśli mogą podjąć walkę. Kogo podziwiać bardziej? Chłopaka, który wsiada na swój „wehikuł” i pedałuje rękami również dla rehabilitacji czy kogoś, kto ręką nie kiwnie z lenistwa i użalania się nad sobą??
Kiedy ja uległem wypadkowi miałem 18 lat. Świat mi się zawalił… większość ludzi się ode mnie odsunęła. Kiedy przypomnę sobie upalne lata, jak pod moimi oknami wściekali się w zabawie moi kumple w czasie, gdy ja machałem w tysiącach powtórzeń dziennie ciężarkami uwiązanymi do rąk… Myślałem sobie wtedy, że będę pracował nad sobą ile tylko zdołam i wykorzystam każdą szansę by pokazać, że wrócę do życia. Nie było łatwo, ale na szczęście była przy mnie rodzina, pojawili się dobrzy ludzie, którzy mi w tym pomogli. To była pomoc w zdobyciu możliwości, ale te możliwości musiałem sam umieć wykorzystać swoim staraniem, pracą… nic na gotowe!!  Uśmiecham się i nie użalam (przynajmniej się staram) próbuję robić więcej niż teoretycznie muszę i chyba za to mnie parę osób lubi. Teraz pomaga mi w tym wszystkim ukochana żona, którą wielu zna, jako żywą iskierką z motorkiem w d…pce, wokół którego musi się coś dziać. 
Sam staram się zbierać 1% z odpisu podatku i pomysłodawcą tego był niezastąpiony przyjaciel honey. Zapytał czy mógłbym założyć sobie subkonto, bo skoro odpisuje zawsze 1% to chciałby to robić dla mnie. Bez względu na wszystko usilnie staram się pokazać, że ten Wasz gest przynosi skutek. Jeszcze raz podam przykład wózko-rowerka i tego chłopaka, którego tłumaczyła dziewczyna, że może sprzęt wypożyczony… nie jest ważne, w jaki sposób go zdobył… ważne, że pomimo choroby stara się ruszyć, wyglądać i przyciągać ludzi uśmiechem, a nie zaniedbaniem i smutkiem. Uwielbiam takich ludzi, którzy dali mi przykład… teraz i ja staram się go dawać, kiedy tylko mogę. Życie nie kończy się z chwilą, gdy siadamy na wózek, gdy coś nas dopada… ono się zmienia i wymaga to tylko pewnego przystosowania. Trzeba tak do tego podchodzić stając twarzą w twarz z takim problemem… niestety każdego dnia zdarza się to wielu osobom. Warto wyciągać do takich ludzi pomocną dłoń, bo któż wie czy „jutro” samemu się nie będzie takiej potrzebowało. Wiem niestety jak o to łatwo…
Niepełnosprawny i ręczny rower… zdrowi ludzie kupują sobie rowery, narty oraz inny sprzęt do aktywnego spędzania czasu i nikt nie uważa tego za dziwne. Dlaczego u zdrowego to zwykły standard, a u niepełnosprawnego ekstrawagancja? Staram się z całych sił zatrzeć obraz osoby niepełnosprawnej widzianej, jako zamknięty w domu, schorowany, leżący ciągle w łóżku cień człowieka… Nie chcę żeby nas się bano :( Osobiście też chciałbym pojeździć na takim rowerze, bo jeszcze nigdy nie próbowałem, a pewnie to fajny sposób na złapanie świeżego powietrza i poprawienia kondycji.
Nie pierwszy i nie ostatni raz proszę wszystkich, którzy mogą o przekazanie swojego 1% tym, którym może on w jakiś sposób pomóc. Tylko raz w roku jest taka możliwość by, choć cząstkę tego, co i tak trzeba oddać Urzędom Skarbowym posłać do konkretnej osoby. Zapewniam Was, że korzystanie z uzbieranych na subkontach pieniędzy jest tak obwarowane przepisami i procedurą, że mogą być wydane tylko na leczenie lub poprawę, jakości życia osoby chorej. Leczenie, leki, konieczny sprzęt ortopedyczny czy pomagający w codziennej obsłudze, rehabilitacja- na to przekazywane są takie środki. Proszę mi wierzyć z własnego doświadczenia wiem, że sumy zbierane nie są raczej duże, ale nawet, jeśli pomogą zakupić jeden sprzęt lub go wyremontować, pokryć część wydatków na leczenie i rehabilitację to i tak jest to ogromna pomoc. Nie poznałem jeszcze majętnej rodziny, w której jest osoba niepełnosprawna czy przewlekle chora i niestety zawsze wiąże się to z większymi wydatkami, które w jakiś sposób ponieść trzeba.
Zresztą, co tu dużo mówić… życie dla wszystkich nie jest proste. Trzeba się jednak starać by znaleźć w nim trochę radości pomimo wszystkich trudności. Pozdrawiam i dziękuję Tym wszystkim, od których możemy brać przykład zaradności, woli walki i szeroko pojętej życiowej empatii!!

czwartek, 29 stycznia 2015

Chińczycy też się pochwalili!!



Ostatni czas w medycynie przyniósł odrobinę nadziei setkom tysięcy, jeśli nie milionom osób, którym los z różnych przyczyn odebrał władzę nad swoim ciałem. Zawsze wiąże się z tym ogromna trauma zarówno dla samej osoby jak jego bliskich. Tak naprawdę u takich osób kończy się jedno życie i zaczyna drugie… o wiele trudniejsze i bardzo zależne od wielu czynników.
Jeden „osób”, który odzyskuje te nadzieje i ma ku temu powody właśnie do Was pisze :)
Lekarze całego świata od dziesiątek lat dumają jak odbudować to co mechanicznie zostało przerwane i uruchomić ta delikatną magistralę dla impulsów nerwowych. Wydaje się to proste skoro zarówno to co nad urazem działa jak i pod nim powinno ruszyć jeśli tylko zdoła się przywrócić łączność.
Medycyna i ludzie w białych kitlach starają się to zrobić na wiele sposobów. Niedawno sukcesem błysnęli wrocławscy lekarze ( http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,402387,sukces-nowatorskiej-operacji-pacjenta-z-przerwanym-rdzeniem-kregowym.html ), a teraz swoją metodę prezentują również Chińczycy (http://tvn24bis.pl/swiat-technologii,112,m/swiat-technologii-chinski-material-nadzieja-dla-sparalizowanych,507502.html )- kto był pierwszy? Ja stawiam na naszych, ale nie palma pierwszeństwa jest najważniejsza!
Myślę, że to nie jest koniec tego typu rewelacji i chromi będą odzyskiwać władzę nad swoim ciałem niemal tak szybko jak za sprawą Jezusa… oczywiście nie sprawią tego słowa „Tobie mówię, wstań, zabierz swoje łoże oraz idź do twojego domu” , ale skalpel w rękach mądrych ludzi. Dla mnie również byłby to cud!!
Wierzę, że go doświadczę tego ja jak i wielu wielu ziomków poruszających się na wózkach. Innym tematem jest już rozwój technologii mającej ułatwiać „kulawym” życie, ale gdybym miał do wyboru operację i odzyskanie sprawności lub zaawansowany sprzęt wybrałbym to pierwsze nawet gdyby wiązało się z morderczą rehabilitacją. Poniżej jako ciekawostkę podaję linki do tych ciekawych pomysłów.
Nie miałbym nic przeciwko gdyby konstruktorzy i producenci nigdy nie zarobili na takich jak ja :)

niedziela, 25 stycznia 2015

„...mogło być gorzej...”



Nie wiem jeszcze, kiedy… nie wiem jeszcze jak, ale pomyślałem sobie, że nieodległy czas przyniesie nam jakieś rozwiązanie na obecne problemy.  Szkoda, że komplikuje to… hmmm może nawet bezpowrotnie zgasi pewne marzenie, ale cóż… takie jest życie :( Mapa naszego życia (Moni i moja) czy to razem czy osobno nigdy nie znaczyła łatwej trasy, ale może dlatego nauczyliśmy się cieszyć z tych najdrobniejszych rzeczy. Wiem, że wiele osób właśnie za to nas lubi, jest też wiele tych, którzy patrzą na nas nieprzychylnie lub nie rozumieją, że po prostu nauczyliśmy się innego podejścia do wielu problemów. Czasem mam wrażenie, że wymogiem naszej narodowej mentalności jest smutna mina i narzekanie. Nie chcę być tak zatruty i zarażać innych tym samym, więc jeśli mnie ktoś pyta „… co u Ciebie??” odpowiadam- a wszystko dobrze, nie jest źle tudzież nie najgorszej i oby się nic nie popsuło. Czasem mija się to z faktem, ale co mi da narzekanie skoro i tak sam muszę się z tym uporać.  Zawsze, kiedy przychodzą trudne momenty przypomina mi się to, co powiedział mi pewien rehabilitant, gdy cztery i pół miesiąca po urazie kręgosłupa zabierał się za pracę ze mną… Byłem wtedy wykończony leżeniem, przebytym zapaleniem płuc, gorączkami, z rękami sinymi od igieł i praktycznie zerową sprawnością ciała.
- Tomek… mogło być gorzej- powiedział
Nawet nie piszę, co wtedy pomyślałem, ale szybko zrozumiałem, o co mu chodziło. Mój stan mimo wszystko odrobinę się poprawiał, a to dawało możliwość walki z porażeniem.  Dziś to „mogło być gorzej” przypomina mi się zawsze, kiedy się otrząsnę z pierwszego wrażenia po kopniaku od życia. Tym razem też dam/damy radę nawet, jeśli będzie bardziej wyboiście i pod górkę niż musiało być gdyby zadziałała w kimś empatia.  Będę się cieszył wymawiając stare przysłowie „ Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło” !! Tym kończę temat, który dla paru osób w całości jest zrozumiały, a który w chwili słabości lakonicznie poruszyłem poniżej.

czwartek, 22 stycznia 2015

Na zakręcie...



Mówi się, że Google wiedzą wszystko… nie wierzcie w to… nie posiadają recepty na wszystkie kłopoty. Zycie jest zbyt kreatywne w swej złośliwości. W swoim przeszedłem już sporo i obecna sytuacja nie jest mi zupełnie obca. Jakby tu opisać obrazowo… stoimy z Monią na środku jakieś pustyni, rozglądamy się i gdzie byśmy nie spojrzeli czeka wielkie nic… żadnego konkretnego kierunku. Wszystko się pokomplikowało… wszystko i nie wiem, co dalej zrobić. Czy ktoś nas nie lubi tu lub tam na górze?? Kiedyś myślałem, że mam pancerną d…ę i potrafię przyjąć każdego kopa… jeśli tak było to już nie jest…