Był sobie mały, przepyszny pączek,
był okrąglutki i nie miał rączek.
Miał lukrowaną słodziutką skórkę,
a w środku dziurkę na konfiturę
Dziś jesteśmy usprawiedliwieni!! Jedzmy ponie jedzmy ponie...
czwartek, 16 lutego 2012
wtorek, 14 lutego 2012
Walentynki
Walentynki...
Jedni lubią to święto inni notorycznie negują. Mnie do głowy przychodzi jeden przepis na to święto i wtedy wydaje mi się już całkiem sensowne. Przede wszystkim obrałbym je jak cebulę z tego komercyjnego blichtru. Serduszka, kwiaty, całusy itd... dawane tylko z tej okazji tracą jakąkolwiek wartość. Eksplozja miłości... a potem bezruch i cisza? O nie!! Nigdy nie podchodziłem do walentynek jako święta zakochanych. Dla mnie to okazja aby odezwać się do tych którzy gdzieś w naszych myślach zawsze emanują ciepłem. Właśnie tym osobom dziś mówię WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!
Jedni lubią to święto inni notorycznie negują. Mnie do głowy przychodzi jeden przepis na to święto i wtedy wydaje mi się już całkiem sensowne. Przede wszystkim obrałbym je jak cebulę z tego komercyjnego blichtru. Serduszka, kwiaty, całusy itd... dawane tylko z tej okazji tracą jakąkolwiek wartość. Eksplozja miłości... a potem bezruch i cisza? O nie!! Nigdy nie podchodziłem do walentynek jako święta zakochanych. Dla mnie to okazja aby odezwać się do tych którzy gdzieś w naszych myślach zawsze emanują ciepłem. Właśnie tym osobom dziś mówię WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!
poniedziałek, 13 lutego 2012
kuleczkowo
Jeśli obudziłeś się w poniedziałek bardziej zmęczony niż na początku weekendu to wiedz, że na pewno było... wesoło. Spotkanie które niestety już mamy za sobą było jak dla mnie bardzo udane. Myślę, że reszta gości podziela moje zdanie? Ja uśmiałem się do bólu brzucha. Udało mi się nawet mocno zmarznąć w drodze do kuleczkowa. Byliśmy tam z Dawidem i Oliwierem. Nigdy nie zwracałem uwagi na tego typu lokale ale to co widziałem teraz przypominało fabryczkę do zarabiania pieniążków na rozbieganych dzieciakach. Trzeba mieć oczy dookoła głowy, żeby upilnować takie maluchy. Najgorszy moment tych wolnych dni? Samotna cisza gdy Monia odprowadzała wszystkich na zakończenie. Dziękuję także za miłą wizytę sąsiadów :)
piątek, 10 lutego 2012
Weekend mroźny
Weekend mroźny? Może i tak ale coś czuję w naszym domku będzie atmosfera gorąca. Chyba najbardziej odczuje to nasz kot który jak mniemam stanie się centrum zainteresowania pewnych brzdąców.Jeszcze nie orientuje się co czeka go za kilkach chwil :)Zatem nietrudno domyślić się... będziemy mieli gości.
Ja już wyjątkowo wcześnie wyrobiłem się w obowiązkach i czekam...
Ja już wyjątkowo wcześnie wyrobiłem się w obowiązkach i czekam...
wtorek, 7 lutego 2012
zaręczyny
Monia zadałaś mi niedawno pytanie patrząc w kalendarz i zbliżającą się datę kiedy się zaręczyliśmy.
- Czy oświadczyłbyś mi się jeszcze raz?
Odpowiem Ci zatem kilkoma słowami więcej... Pamiętasz??
------------------
Metoda tkwi w prostocie a im plan mniej skomplikowany tym większa szansa, że się powiedzie. Zbliżały się walentynki i coś mówiło mi, że Monia właśnie wtedy spodziewa się TEGO wydarzenia. Akurat w tym przypadku przewidywalność byłaby niewskazana, dlatego postanowiłem, iż stanie się to o tydzień wcześniej.
Była sobota siódmego lutego. Jedyną osobą wtajemniczoną w cały plan był honey. Powiem więcej, był jednym z ważniejszych elementów zaskoczenia w całej intrydze. Zgodził się dograć najistotniejsze szczegóły w postaci kwiatów oraz zostać zasłoną dymną odwracającą czujności Moni od właściwego zadania. Miał kupić kwiaty a Monię wywabić z samochodu, kiedy złożymy u niego niby zwyczajną wizytę. Do spisku przyjęliśmy Ule w celu zatrzymania Moniki na czas, gdy honey będzie przekazywał mi w tajemnicy bukiet róż oraz pierścionek w miejsce, z którego niepostrzeżenie będę mógł go wyciągnąć we właściwym momencie. Pretekstem miała być tu namiętność Marcina do pewnego sportu oraz Uli sceptycyzm do jego uprawiania. Tak, więc umówiłem się z nim, że kiedy zadzwonię ma poprosić mnie na męską rozmowę, w której Monia nie mogła oczywiście uczestniczyć. Wiedziałem, że ona wykaże zrozumienie i nie będzie zbytnio oponować.
Tata, mimo że nie wiedział nic na ten temat wstrzelił się z małym prezentem po powrocie z zakupów. Dał jej na własność klucz do naszego domu jakby oficjalnie zapraszając do rodziny. Od poranka wszystko szło według planu… wymieniliśmy niepostrzeżenie z honeyem eski i czekaliśmy już tylko popołudnia. Wiadomości w telefonie przekazywały informacje od Marcina o etapach przygotowań, co troszkę wzbudziło Moni ciekawość, na którą miałem oczywiście metodę.
- Kto tak pisze do Ciebie?- pytała Monia
- Eeeee to z sieci…- skwitowałem
Właściwie od początku dnia nie mogłem skupić swoich myśli a nerwy, które przecież dawały się już we znaki trzeba było ukryć. Jeszcze przed wyjściem z domu podpadłem Monice z czymś drobnym, za co oczywiście przeprosiłem szybko.
- Dobrze, dobrze kupisz bukiet róż i będziemy kwita- zażartowała.
Myślałem, że parsknę śmiechem, bo przecież właśnie taki czekał już u Marcina. Temperatura mimo pory roku była plusowa, co stało się małym zagrożeniem. Pierścionek ukryłem w grubej kurtce, która nadawała się na siarczyste mrozy. Szykowaliśmy się do wyjścia z domu.
- Ciepło jest to może założysz tylko bluzę- zapytała.
- Eee nie… założę sweter a kurtkę wezmę do samochodu gdyby było mi chłodno- odpowiedziałem.
- Nie no, po co jest tak ciepło?- uparła się.
- Miniu wolę kurtkę, bo wiesz, jaki ze mnie zmarzluch- wykręcałem się.
- No dobrze jak chcesz- odpowiedziała.
Kiedy staliśmy u drzwi zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetlił się honey, więc szybko odrzuciłem go licząc, że Monia nie usłyszy sygnału.
- Co tam kochanie? Kto to dzwonił?- zapytałaś.
- Nie to tylko przypomnienie- skłamałem.
Wreszcie dotarliśmy do samochodu.
- Miniu to może zajedziemy do honeya po drodze pogadać z Ulą o Chorwacji?
Chorwacje rozważaliśmy, jako miejsce naszych zaślubin. Piękna miejscowość Split my i świadkowie- tak widziałem nasz ślub. Paraliżowała mnie myśl o ślubie w Polsce na oczach rodziny oraz znajomych. Jakoś trudno było mi sobie wyobrazić siebie na wózku w tej chwili przy wielkim audytorium.
- Możemy zajechać- odpowiedziała
- Czekaj, zadzwonię czy są w domu- powiedziałem chwytając za telefon.
- No cześć Marcinku. Ruszamy na przejażdżkę to może wpadniemy na chwilkę do was?
- No pewnie- odpowiedział honey- ale wiesz, co? Chciałbym z tobą chwilkę pogadać na osobności. Tylko niech się Monia nie pogniewa.
Honey świetnie grał swoją rolę i ułatwiając mi wyciągnięcie Moniki z samochodu.
- Moniu są w domu tylko honey chce chwilkę pogadać ze mną sam na sam, więc skoczysz na chwilkę do Uli dobrze?
- No dobrze hmm ciekawe, o czym…- zastanawiała się głośno.
Zrobiliśmy rundkę po mieście i dopiero zajechaliśmy pod dom honeya. Dalej wszystko szło według planu.
Monika zostawiła nas samych a honey upewniwszy się, że jest już u Uli wyniósł kwiaty. Pokazał mi bukiet ślicznych czerwonych różyczek, po czym podał pierścionek.
- Zobaczę, co wybrałeś dobra?- zapytał
- i ?
- ładny ładny- odpowiedział.
Pierścionek został ukryty pod sweterkiem a honey poinformowany o dalszym scenariuszu poszedł do domu. Wrócił jeszcze na chwilkę, bo dziewczyny rozgadały się przy herbatce i wygoniły go do mnie.
Wreszcie po dłuższej chwili otworzyły się drzwi, z których wyszła Monika. Pożegnaliśmy się
i ruszyliśmy samochodem w drogę.
- Co się dzieje u honeya?- zapytała niecierpliwie.
- Wiesz nic złego… honey kupił sobie nowy karabinek do paintballa i chciał abyśmy przechowali go nim wyda się Uli.
- Chcesz powiedzieć, że karabinek jest w naszym bagażniku?- zapytała
- No tak..
- Oo. nie!! Ja nic o tym nie wiem!! Jaki k… karabinek? Nic nie wiem i nie biorę w tym udziału, bo mnie Ula opierniczy!- mówiła z oburzeniem.
- Oj tam…- odpowiedziałem- To jedziemy na Rejów?
- Zrobimy rundkę po mieście zagrzejemy samochód- powiedziała.
- No dobrze to podjedziemy jeszcze do sklepu ok.?- zapytałem
Podjechaliśmy pod sklep dostałem buziaka i wyszła z samochodu… gdy tylko zamknęła drzwi zobaczyłem, że kieruje się do bagażnika.
- Monia nieeee!! Potem zobaczymy karabinek…-wykrzyczałem- kobiety to bardzo ciekawy gatunek kroczący po tej ziemi.
Weszła do sklepu, w którym nie zabawiła długo.
Jechaliśmy już prosto na dziką plażę nad naszym rejowskim stawem. Kiedy zaparkowaliśmy nad wodą nie chciałem czekać już dłużej, więc jak tylko zgasiła silnik poprosiłem
- Przynieś ten „karabinek” obejrzymy go…
Po chwili usłyszałem.
-, Ale, ale tu niema karabinka.
- Podaj mi to, co jest- odparłem.
Wróciła z kwiatami podając mi je z mocno zdziwioną miną. Chyba myślała jeszcze, że są to kwiaty na przeprosiny, ale następna chwila wyjaśniła już wszystko.
- Monisiu wyszukane słowa chciałbym zostawić na zwykłe dni tak, aby móc przypominać ci czasem jak bardzo cię kocham a teraz, ponieważ być może jest to najważniejsza decyzja twojego życia zapytam wprost- WYJDZIESZ ZA MNIE??- mówiłem patrząc prosto w oczy. Wydostałem pudełeczko z pierścionkiem, czym chyba ostatecznie uświadomiłem ją, że nie jest to żadna forma przeprosin ani żart.
- Tak. Taaaak Taaak- usłyszałem wypowiadane głośno łamiącym się ze wzruszenia głosem
Widać przy tym było ogromną radość. Ulżyło mi…. To prawda, że spodziewałem się tej odpowiedzi, ale i tak byłem w stresie.
- Chce usłyszeć to jeszcze raz- powiedziała ocierając łezki.
- WYJDZIESZ ZA MNIE?-zapytałem ponownie
Otworzyła drzwi i wychodząc wykrzyczała głośno jak gdyby chciała poinformować cały świat.
- Taaaaaaaaaaaak
Jeszcze kilka razy musiałem zadać to pytanie jakby nie mogła uwierzyć, że naprawdę wyszły z moich ust. Zadzwoniliśmy teraz do Zosi, Kasi, Martynki, Mariusza, Dominiki itd. no i oczywiście honeya…
- Honey!! Draniu o wszystkim wiedziałeś spiskowcu- wykrzyczała Monika w słuchawkę, gdy tylko odebrał.
- Czekaj… powiedz, jaka była odpowiedź- pytał uśmiechniętym głosem honey
- OCZYWIŚCIE, że TAAAAK!!- odpowiedziała Monia
Chyba oboje jeszcze nie mogliśmy w to uwierzyć, ale cieszyliśmy się strasznie JESTEŚMY NARZECZEŃSTWEM!! Jeszcze długo siedzieliśmy w samochodzie na „naszej” od tej pory dzikiej plaży.
Kiedy wróciliśmy do domu Monia wysiadając z samochodu zapytała tatę.
- Pan też w tym uczestniczył?- pytającym gestem pokazała mu kwiaty i pierścionek na palcu.
Był zaskoczony, ale zadał właściwe pytanie :)
- Mamy, czym to uczcić??
-----------------------------------------------------------------------------------
A teraz odpowiem Ci na pytanie zadane na początku pustu...
-TAK KOCHANIE ZROBIŁBYM TO Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ! Dziś moje uczucia do Ciebie nie są ani trochę mniejsze a lata które są już za nami upewniają mnie, że był to właściwy wybór. Mam nadzieje, że z Twojej strony jest to odwzajemnione :) Twój kochający mąż Tomek :* :*
- Czy oświadczyłbyś mi się jeszcze raz?
Odpowiem Ci zatem kilkoma słowami więcej... Pamiętasz??
------------------
Metoda tkwi w prostocie a im plan mniej skomplikowany tym większa szansa, że się powiedzie. Zbliżały się walentynki i coś mówiło mi, że Monia właśnie wtedy spodziewa się TEGO wydarzenia. Akurat w tym przypadku przewidywalność byłaby niewskazana, dlatego postanowiłem, iż stanie się to o tydzień wcześniej.
Była sobota siódmego lutego. Jedyną osobą wtajemniczoną w cały plan był honey. Powiem więcej, był jednym z ważniejszych elementów zaskoczenia w całej intrydze. Zgodził się dograć najistotniejsze szczegóły w postaci kwiatów oraz zostać zasłoną dymną odwracającą czujności Moni od właściwego zadania. Miał kupić kwiaty a Monię wywabić z samochodu, kiedy złożymy u niego niby zwyczajną wizytę. Do spisku przyjęliśmy Ule w celu zatrzymania Moniki na czas, gdy honey będzie przekazywał mi w tajemnicy bukiet róż oraz pierścionek w miejsce, z którego niepostrzeżenie będę mógł go wyciągnąć we właściwym momencie. Pretekstem miała być tu namiętność Marcina do pewnego sportu oraz Uli sceptycyzm do jego uprawiania. Tak, więc umówiłem się z nim, że kiedy zadzwonię ma poprosić mnie na męską rozmowę, w której Monia nie mogła oczywiście uczestniczyć. Wiedziałem, że ona wykaże zrozumienie i nie będzie zbytnio oponować.
Tata, mimo że nie wiedział nic na ten temat wstrzelił się z małym prezentem po powrocie z zakupów. Dał jej na własność klucz do naszego domu jakby oficjalnie zapraszając do rodziny. Od poranka wszystko szło według planu… wymieniliśmy niepostrzeżenie z honeyem eski i czekaliśmy już tylko popołudnia. Wiadomości w telefonie przekazywały informacje od Marcina o etapach przygotowań, co troszkę wzbudziło Moni ciekawość, na którą miałem oczywiście metodę.
- Kto tak pisze do Ciebie?- pytała Monia
- Eeeee to z sieci…- skwitowałem
Właściwie od początku dnia nie mogłem skupić swoich myśli a nerwy, które przecież dawały się już we znaki trzeba było ukryć. Jeszcze przed wyjściem z domu podpadłem Monice z czymś drobnym, za co oczywiście przeprosiłem szybko.
- Dobrze, dobrze kupisz bukiet róż i będziemy kwita- zażartowała.
Myślałem, że parsknę śmiechem, bo przecież właśnie taki czekał już u Marcina. Temperatura mimo pory roku była plusowa, co stało się małym zagrożeniem. Pierścionek ukryłem w grubej kurtce, która nadawała się na siarczyste mrozy. Szykowaliśmy się do wyjścia z domu.
- Ciepło jest to może założysz tylko bluzę- zapytała.
- Eee nie… założę sweter a kurtkę wezmę do samochodu gdyby było mi chłodno- odpowiedziałem.
- Nie no, po co jest tak ciepło?- uparła się.
- Miniu wolę kurtkę, bo wiesz, jaki ze mnie zmarzluch- wykręcałem się.
- No dobrze jak chcesz- odpowiedziała.
Kiedy staliśmy u drzwi zadzwonił telefon. Na ekranie wyświetlił się honey, więc szybko odrzuciłem go licząc, że Monia nie usłyszy sygnału.
- Co tam kochanie? Kto to dzwonił?- zapytałaś.
- Nie to tylko przypomnienie- skłamałem.
Wreszcie dotarliśmy do samochodu.
- Miniu to może zajedziemy do honeya po drodze pogadać z Ulą o Chorwacji?
Chorwacje rozważaliśmy, jako miejsce naszych zaślubin. Piękna miejscowość Split my i świadkowie- tak widziałem nasz ślub. Paraliżowała mnie myśl o ślubie w Polsce na oczach rodziny oraz znajomych. Jakoś trudno było mi sobie wyobrazić siebie na wózku w tej chwili przy wielkim audytorium.
- Możemy zajechać- odpowiedziała
- Czekaj, zadzwonię czy są w domu- powiedziałem chwytając za telefon.
- No cześć Marcinku. Ruszamy na przejażdżkę to może wpadniemy na chwilkę do was?
- No pewnie- odpowiedział honey- ale wiesz, co? Chciałbym z tobą chwilkę pogadać na osobności. Tylko niech się Monia nie pogniewa.
Honey świetnie grał swoją rolę i ułatwiając mi wyciągnięcie Moniki z samochodu.
- Moniu są w domu tylko honey chce chwilkę pogadać ze mną sam na sam, więc skoczysz na chwilkę do Uli dobrze?
- No dobrze hmm ciekawe, o czym…- zastanawiała się głośno.
Zrobiliśmy rundkę po mieście i dopiero zajechaliśmy pod dom honeya. Dalej wszystko szło według planu.
Monika zostawiła nas samych a honey upewniwszy się, że jest już u Uli wyniósł kwiaty. Pokazał mi bukiet ślicznych czerwonych różyczek, po czym podał pierścionek.
- Zobaczę, co wybrałeś dobra?- zapytał
- i ?
- ładny ładny- odpowiedział.
Pierścionek został ukryty pod sweterkiem a honey poinformowany o dalszym scenariuszu poszedł do domu. Wrócił jeszcze na chwilkę, bo dziewczyny rozgadały się przy herbatce i wygoniły go do mnie.
Wreszcie po dłuższej chwili otworzyły się drzwi, z których wyszła Monika. Pożegnaliśmy się
i ruszyliśmy samochodem w drogę.
- Co się dzieje u honeya?- zapytała niecierpliwie.
- Wiesz nic złego… honey kupił sobie nowy karabinek do paintballa i chciał abyśmy przechowali go nim wyda się Uli.
- Chcesz powiedzieć, że karabinek jest w naszym bagażniku?- zapytała
- No tak..
- Oo. nie!! Ja nic o tym nie wiem!! Jaki k… karabinek? Nic nie wiem i nie biorę w tym udziału, bo mnie Ula opierniczy!- mówiła z oburzeniem.
- Oj tam…- odpowiedziałem- To jedziemy na Rejów?
- Zrobimy rundkę po mieście zagrzejemy samochód- powiedziała.
- No dobrze to podjedziemy jeszcze do sklepu ok.?- zapytałem
Podjechaliśmy pod sklep dostałem buziaka i wyszła z samochodu… gdy tylko zamknęła drzwi zobaczyłem, że kieruje się do bagażnika.
- Monia nieeee!! Potem zobaczymy karabinek…-wykrzyczałem- kobiety to bardzo ciekawy gatunek kroczący po tej ziemi.
Weszła do sklepu, w którym nie zabawiła długo.
Jechaliśmy już prosto na dziką plażę nad naszym rejowskim stawem. Kiedy zaparkowaliśmy nad wodą nie chciałem czekać już dłużej, więc jak tylko zgasiła silnik poprosiłem
- Przynieś ten „karabinek” obejrzymy go…
Po chwili usłyszałem.
-, Ale, ale tu niema karabinka.
- Podaj mi to, co jest- odparłem.
Wróciła z kwiatami podając mi je z mocno zdziwioną miną. Chyba myślała jeszcze, że są to kwiaty na przeprosiny, ale następna chwila wyjaśniła już wszystko.
- Monisiu wyszukane słowa chciałbym zostawić na zwykłe dni tak, aby móc przypominać ci czasem jak bardzo cię kocham a teraz, ponieważ być może jest to najważniejsza decyzja twojego życia zapytam wprost- WYJDZIESZ ZA MNIE??- mówiłem patrząc prosto w oczy. Wydostałem pudełeczko z pierścionkiem, czym chyba ostatecznie uświadomiłem ją, że nie jest to żadna forma przeprosin ani żart.
- Tak. Taaaak Taaak- usłyszałem wypowiadane głośno łamiącym się ze wzruszenia głosem
Widać przy tym było ogromną radość. Ulżyło mi…. To prawda, że spodziewałem się tej odpowiedzi, ale i tak byłem w stresie.
- Chce usłyszeć to jeszcze raz- powiedziała ocierając łezki.
- WYJDZIESZ ZA MNIE?-zapytałem ponownie
Otworzyła drzwi i wychodząc wykrzyczała głośno jak gdyby chciała poinformować cały świat.
- Taaaaaaaaaaaak
Jeszcze kilka razy musiałem zadać to pytanie jakby nie mogła uwierzyć, że naprawdę wyszły z moich ust. Zadzwoniliśmy teraz do Zosi, Kasi, Martynki, Mariusza, Dominiki itd. no i oczywiście honeya…
- Honey!! Draniu o wszystkim wiedziałeś spiskowcu- wykrzyczała Monika w słuchawkę, gdy tylko odebrał.
- Czekaj… powiedz, jaka była odpowiedź- pytał uśmiechniętym głosem honey
- OCZYWIŚCIE, że TAAAAK!!- odpowiedziała Monia
Chyba oboje jeszcze nie mogliśmy w to uwierzyć, ale cieszyliśmy się strasznie JESTEŚMY NARZECZEŃSTWEM!! Jeszcze długo siedzieliśmy w samochodzie na „naszej” od tej pory dzikiej plaży.
Kiedy wróciliśmy do domu Monia wysiadając z samochodu zapytała tatę.
- Pan też w tym uczestniczył?- pytającym gestem pokazała mu kwiaty i pierścionek na palcu.
Był zaskoczony, ale zadał właściwe pytanie :)
- Mamy, czym to uczcić??
-----------------------------------------------------------------------------------
A teraz odpowiem Ci na pytanie zadane na początku pustu...
-TAK KOCHANIE ZROBIŁBYM TO Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ! Dziś moje uczucia do Ciebie nie są ani trochę mniejsze a lata które są już za nami upewniają mnie, że był to właściwy wybór. Mam nadzieje, że z Twojej strony jest to odwzajemnione :) Twój kochający mąż Tomek :* :*
poniedziałek, 6 lutego 2012
Polak potrafi...
Polak potrafi... znamy to hasło od zawsze prawda? Mówi nam ono, że nasi rodacy potrafią zawsze coś wykombinować. Link który zamieszczam niżej dostałem dziś od wzburzonej żony. Treść ukrytego pod linkiem artykułu jest wyjaśnieniem dlaczego tacy jak ja niepełnosprawni ze stażem dziewiętnastoletnim zmagania się z życiem w tym stanie nie mają stałej renty.
http://biznes.onet.pl/jak-sciemniaja-rencisci,18543,5006884,1,news-detal
W czerwcu kończy mi się ważność orzeczenia lekarskiego... zatem w czerwcu chyba nastąpi cud? Będę chodził!! :( tak przynajmniej sądzi chyba ZUS. Żenujące żebym ja z tak widoczną niepełnosprawnością musiał jeszcze co chwila to udowadniać. Zawsze wydawało mi się, że nie muszę na komisjach czegokolwiek udawać więc zawsze ochoczo rozmawiałem uśmiechałem się... jak widać z artykułu to błąd. Jak długo nasze społeczeństwo nie będzie się wstydzić TAKIEJ ZARADNOŚCI tak długo tacy jak ja będą na tym tracić. ehhhhh wstyd...
http://biznes.onet.pl/jak-sciemniaja-rencisci,18543,5006884,1,news-detal
W czerwcu kończy mi się ważność orzeczenia lekarskiego... zatem w czerwcu chyba nastąpi cud? Będę chodził!! :( tak przynajmniej sądzi chyba ZUS. Żenujące żebym ja z tak widoczną niepełnosprawnością musiał jeszcze co chwila to udowadniać. Zawsze wydawało mi się, że nie muszę na komisjach czegokolwiek udawać więc zawsze ochoczo rozmawiałem uśmiechałem się... jak widać z artykułu to błąd. Jak długo nasze społeczeństwo nie będzie się wstydzić TAKIEJ ZARADNOŚCI tak długo tacy jak ja będą na tym tracić. ehhhhh wstyd...
czwartek, 2 lutego 2012
A wiosna już tuż tuż!!
A wiosna już tuż tuż!! Niech to przesłanie ogrzewa nasze myśli przez następnych kilkanaście dni gdy słupek rtęci oddala się plusowej skali termometru. Niestety z tego samego powodu będę musiał zrezygnować z jazdy wózkiem po parkingu :( Musiałbym ubrać się na cebulę to raczej ogranicza jezdne warunki.
Honey zarzucił mi, że od tygodnia nie pisałem nic na blogu... buuuu możne nie pisałem dużo i szczególnie ambitnie ale pisałem!! Troszkę moją blogową "płodność" hamuje sumienność w ćwiczeniach. Niestety zajmują mi one trzy godziny każdego popołudnia o ile nie dłużej. Dobra :) mniejsza z tym tylko czasem i Wy dopiszcie jakiś dopingujący komentarz. Wstawiłem kilka nowych fotek w galerie na www.tomekosobka.pl i w wolnej chwili jeszcze uzupełnię materiał jpg więc odwiedzajcie czasem i to miejsce. Miłej nocy zmykam już odpocząć paaaaaaa
Honey zarzucił mi, że od tygodnia nie pisałem nic na blogu... buuuu możne nie pisałem dużo i szczególnie ambitnie ale pisałem!! Troszkę moją blogową "płodność" hamuje sumienność w ćwiczeniach. Niestety zajmują mi one trzy godziny każdego popołudnia o ile nie dłużej. Dobra :) mniejsza z tym tylko czasem i Wy dopiszcie jakiś dopingujący komentarz. Wstawiłem kilka nowych fotek w galerie na www.tomekosobka.pl i w wolnej chwili jeszcze uzupełnię materiał jpg więc odwiedzajcie czasem i to miejsce. Miłej nocy zmykam już odpocząć paaaaaaa
Subskrybuj:
Posty (Atom)

